poniedziałek, 19 maja 2014

Watykan, 19 maja przed południem



Dzisiejsza wizyta Donalda Tuska u Ojca Świętego to znakomity, moim zdaniem oczywiście, prognostyk  dla tych, którzy oczekują, że w najbliższą niedziele nastąpi długo oczekiwane odwrócenie trendu. Przyszło mi to do głowy, gdy czytałem komentarze, dotyczące wizyty Premiera u głowy zachodniego chrześcijaństwa. Głosy są podzielone. I nie w kwestii  celowości a raczej szczerości intencji. Przypomniałem sobie dzięki temu, że już kiedyś Donald Tusk spróbował zaangażować Boga do swej kampanii wyborczej. Przypomniałem też sobie, że równie bolesnych batów jak wówczas nie dostał zapewne nigdy w swej politycznej karierze. Nawet wtedy, gdy na jakiś czas musiał stać się opozycją pozaparlamentarną. To też nie było oczywiście komfortowe ale jednak jakoś tam spodziewane. Kiedy postanowił zaprząc do pomocy Boga, wszystko wyglądało inaczej. Słowem miało być tak pięknie. Nie było. Może i teraz nie będzie.

Wiem, że w tym, co napisałem, jest wiele  zgryźliwości. Ale widzę to tak, że obśmiewane tak chętnie ostatnio przebieranie Prezesa w sweterek jest niczym wobec równoległego ubierania Tuska w komeżkę.  To jest dopiero mistrzostwo w „ocieplaniu oblicza”!

Chciałem napisać, że jeśli prześledzić historię wypowiedzi Tuska w sprawach, które wszystkimi drogami wiodą do Rzymu, można dojść do wniosku, że ma on ze swą religijnością problem. Tyle, że to absolutnie nie jest prawda. On takiego problemu nie ma. Tak, jak nie ma żadnego innego problemu natury światopoglądowej. 

Można zaryzykować twierdzenie, że Tusk godzi się z Bogiem, i z jego sługami, gdy ma nóż na gardle. A w zasadzie nie godzi się tylko próbuje robić „dil” Kiedy ostrze przestaje uwierać, zgoda jakby staje się mniej aktualna.

I tę odświeżaną ponownie niestałość uczuć widzę nie tylko ja czy ci, którzy nie uwierzyliby Tuskowi, nawet gdyby zaczął boso chodzić po wezbranych falach Wisły. Poszukując stosownych cytatów czy wypowiedzi, znalazłem ciekawy tekst Michała Gąsiora, publicysty lisiego „Na temat”. Tekst >>Od „nie będę klękał przed księdzem” po wizytę u papieża Franciszka – wyborczy katolicyzm Donalda Tuska<< zakończył on dość a raczej bardzo prawdopodobną wróżbą. „Teraz znów mamy wybory, a "jak trwoga, do to Boga". W kilku ostatnich wystąpieniach, m.in. przy okazji kanonizacji Jana Pawła II, Tusk podkreślał zasługi papieża Polaka. Teraz pokazał się w Watykanie. Jednego można być pewnym – po wyborczej niedzieli także ta twarz premiera stanie się nieaktualna.”*

Osobiście mam nadzieję, że po wyborczej niedzieli nieaktualnych stanie się kilka innych spraw i rzeczy. Ale, co by nie mówić, i tak wszystko w rękach Boga. Tak, panie Tusk.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz