piątek, 12 grudnia 2014

Najlepsza z demokracji i jej obrońcy



Okrągłe 25 lat temu zbudowaliśmy sobie demokrację. Ustrój idealny, w którym wszyscy mają równe prawa. Oczywiście prof. Geremek i Adam Michnik mieli i maja tych równych praw nieco więcej ale jeśli ktoś tego nie łapie albo mu się to nie podoba, znaczy, że głupi. A jak kto głupi to jeszcze coś złego może zrobić. Na przykład to czy owo podpalić.

To taki wstęp starający się wprowadzić w ducha treści, które mam zamiar przybliżyć.

Pan Konrad Niklewicz, doradca Platformy Obywatelskiej RP, napisał tekst, poświęcony… W zasadzie tekst ów usiłuje sprawiać wrażenie, że jest oddaniem czci bohaterom walki z komuną. W rzeczywistości jest o czymś innym. Jest próbą dania solidnego kopniaka Jarosławowi Kaczyńskiemu.  Profesja pana Niklewicza tłumaczy, czemu nie jest on w stanie pisać o niczym innym tylko o Kaczyńskim.

W swym tekście tak bardzo doradca Platformy Obywatelskiej RP jest zapatrzony w swój cel, że nie widzi absurdalnej logiki swego wywodu. Zaczyna go Niklewicz od przypomnienia, że „Na opublikowanej przez Instytut Pamięci Narodowej liście osób internowanych po wprowadzeniu stanu wojennego jest prawie dziesięć tysięcy nazwisk.” by zaraz dodać  „Nie ma na niej Jarosława Kaczyńskiego.”*

W związku z tym wypowiadanie przez Kaczyńskiego ocen w sprawie współczesnej demokracji jest zdaniem Niklewicza nie na miejscu. To daleko idący wniosek. Szczególnie, że cały tekst Niklewicza poświęcony jest kondycji naszej demokracji a o ile wiem, Niklewicza na liście internowanych też nie ma. 

Sprowadzanie wniosków panów z Instytutu Obywatelskiego ad absurdum, jakkolwiek trudne nie jest, po pewnym czasie zaczyna nudzić. Wbrew pozorom byt ów to nie jest absolutnie jakiś tam „prodżekt” mający na celu przeciwdziałanie obywatelskiemu i medialnemu wykluczeniu osób niepełnosprawnych intelektualnie. To jest ponoć jak najbardziej poważny think tank, pracujący na rzecz Platformy Obywatelskiej. I chyba nie jest tak, że sobie przy jego tworzeniu partia rządząca postawiła za zadanie zebrać dla beki w jednym miejscu kupę czubów, nie potrafiących nic sensownie napisać i, też dla beki, nazwała toto Instytutem Obywatelskim. Tam piszą wcale niegłupi a już bez wątpienia cwani goście.  Skalę ich cwaniactwa mierzy rzecz jasna budżet, skrojony na ich potrzeby i na swoje możliwości przez PO. I w tym budżecie kryje się odpowiedź na pytanie, które pewnie wielu chciałoby zadać czy to szefowi tego „think tanku”, Jarosławowi Makowskiemu czy właśnie panu Konradowi Niklewiczowi. Pytania „czy nie wstyd wam pisać takie idiotyzmy?”

To oczywiście nie jest kwestia wstydu, lecz targetu. Targetu, do którego produkcja Instytutu, Niklewicza i Makowskiego jest adresowana. I to jest rzecz najzabawniejsza. Wbrew pozorom wcale nie logika pana Konrada. O niej jeszcze będzie. Najzabawniejsze jest to, że te idiotyzmy pisane są nie do tych starych, źle wykształconych z zaścianków. Spod Karpat, spod granicy na Bugu, ze skraju Puszczy Białowieskiej. Do nich pan Konrad Niklewicz nie pisze bo nie ma im nic do powiedzenia. I zresztą nie po to PO płaci Niklewiczowi by ten gadał do cudzego elektoratu. Otóż właśnie adresatem tych logicznych „gzygzaków” Niklewicza jest elektorat PO. Ten lepiej wykształcony. Sam bym w to nie wierzył ale tak wychodzi!

Od jakiegoś czasu widać zresztą, że łapie w lot przekaz, bo co i rusz można od niego, tego lepiej wykształconego elektoratu, usłyszeć kolejny, w zasadzie seryjny żart o tym, jak to Kaczyński 13 grudnia późno wstał. Oczywiście nie masz co czytelniku nie będący wyznawcą PO rewanżować się elektoratowi żartem, że któryś z nich, tych żartownisiów musiał wtedy wstać znacznie wcześniej. Nie masz co bo nie złapią.** Niklewicz również.

Wróćmy do logiki Niklewicza. W pewnym momencie wspina się on na wyżyny propagandy. „Dziesiątki osób zapłaciły cenę najwyższą. Pamiętajmy o zabitych górnikach z kopalni Wujek, zakatowanych przez ZOMO uczestnikach pokojowych demonstracji w Warszawie, Wrocławiu, Poznaniu i Gdańsku i wielu innych miastach… Co dziś Jarosław Kaczyński ma im do powiedzenia?”
Czemu tym wszystkim ofiarom akurat coś do powiedzenia ma mieć Kaczyński, tego Niklewicz nie wyjaśnia.  Czy ma się im tłumaczyć z tych ofiar, tych śmierci? Nie wiem. Tu, przyznaję, jestem bezradny. Tusze, że gromady wyborców i wyznawców PO przypędzą by mi głębię myśli Niklewicza objaśnić.  Wrócę więc do tej logiki bardziej łopatologicznej doradcy Niklewicza. Która zresztą z oczekiwaniem czy wręcz postulatem zabierania głosu przez Kaczyńskiego stoi w niejakiej sprzeczności. Wszak wcześniej zasugerował Niklewicz, że Kaczyński, z uwagi na nieobecność na wspomnianej wyżej liście, ma jakby mniejsze prawo wypowiadać się.

A skoro jedno z drugim, czyli prawo oceniania demokracji i obecność  na liście internowanych to rzeczy absolutnie nierozłączne, oczekuję od Niklewicza konsekwencji. Czekam, kiedy zabroni on wypowiadać się na temat kondycji naszej ojczyzny i jakości panującego w niej ustroju na przykład pani Zofii Romaszewskiej. Jej wszak na tej liście też nie ma panie Niklewicz.

** Tu takie pytanie pomocnicze dla wyborców PO. Kto w nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. spał najmniej?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz