niedziela, 14 grudnia 2014

14 grudnia, świętego Pendolina



Pamiętam takie zdarzenie z czasów przełomu. Trudno mi teraz odgadnąć, czy bardziej się go pamięta przez pryzmat Mazowieckiego, Kuronia, Wałęsy czy może raczej przez ten haust zachodu, który się zwalił na sklepowe półki i, w dużo mniejszym stopniu do naszych domów. Nie ważne…
 Poszliśmy grupką do restauracji a tam, po obiedzie, zamówiliśmy piwo. Niemieckie albo duńskie. Ten haust… Kelner przyniósł nam aluminiowe puszki.

- Przyjemność otwarcia pozostawiam państwu.

Kolega z miejsca się wściekł.

- To podrzuć pan jeszcze oranżadę bym sobie kapsel mógł zębami otworzyć.

Obserwuję medialną celebrę, podłączoną do pierwszego wyjazdu „ultraszybkiego” pociągu Pendolino. „Jak samarować margaryną telewizja transmituje”*. To jest dokładnie ta sama przyjemność, którą zaoferował nam wtedy ów kelner, któremu wydawało się, że otwieranie puszki z piwem jest przywilejem, dostępnym tylko dla klasy wyższej. 

Przekonanie, że pociąg z malowniczym dziubkiem, bo jak na razie tylko nim w zasadzie różni się od naszej kolejowej codzienności, przenosi nas cywilizacyjnie do innego świata, jest dokładnie tym samym sposobem myślenia.

W rzeczywistości w innym komunikacyjnym świecie będziemy dopiero wtedy, kiedy w tych składach po pól roku jazdy nie będzie cuchnęło z kibli, kiedy nie będzie konieczności jazdy w warunkach tropikalnego terrarium bo zepsuła się klimatyzacja.

 Prawda jest taka, że to, co się nam próbuje przedstawić jako niesamowity skok w przyszłość jest tylko skromną próbą zapewnienia klientowi takiego standardu, jaki mu się należy. Ja wiem, że świata mało, by nasz narodowy przewoźnik potrafił to zrobić wtedy, kiedy trzeba i tak, jak należy. Kiedyś ów „łyk cywilizacji na szynach” sam smakowałem. Nieco pod przymusem. Jechałem jakąś materializacją mentalnych konceptów tych, którzy mieli naszą kolej wcisnąć we w miarę cywilizowane ramy. Nadal do kibla strach było wejść, podgłówki nadal białe były raczej umownie. Za to po składzie szalał pan roznoszący „darmowy poczęstunek”. W zestawie był kubeczek kawy i batonik. Kiedy przyszła moja kolej, kawę wziąłem ale za batonik podziękowałem. Pan dość ostro zwrócił mi uwagę, że on z tych batoników jest rozliczany i bezceremonialnie wcisnął mi wyrób cukierniczy w garść. Niedługo później cały wagon wypełniały nieszczęsne ofiary parcia Polskich Kolei Państwowych ku zachodnim standardom,  trzymające w jednej ręce kubek kawy a w drugiej batonik. I nie wiedzące co robić. Niektórzy, nieliczni próbowali zębami rozerwać opakowanie batonika a reszta cierpliwie siorbała kawę zostawiając baton na później, gdy uwolnią rękę z kubka po wypitym napoju. Tym, którym zdaje się, że w PKP da się zastosować proste rozwiązania wyjaśniam, że próba postawienia kubka na stoliczku w przedziale mogła się skończyć niechybnym zalaniem ukropem… powiedzmy „dewocjonaliów”.

Wracając do 14 grudnia i dnia świętego Pendolina ciekawe, czy transmitujący i podający na paskach info o naszej kolejowej podróży do przyszłości TVN zrobi też jakieś przepiękne, historyczne przebitki pod tytułem „wjazd pociągu na stację Ciotat”**

Dowcip właśnie mi się przypomniał. Zawody lekkoatletyczne. Kamerzysta robi start biegu na 100 m. Strzał, pobiegli… Szef do kamerzysty.
- Teraz leć i zrób finisz.
TVN już pewnie leci…
*


**


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz