sobota, 13 grudnia 2014

Ewa stoi tam gdzie ZOMO



Włączenie się (dość nagłe wobec długiego ostatnio milczenia) pani Ewy Kopacz do dyskusji o „brukaniu” przez PiS „świętej dla wszystkich rocznicy” było, delikatnie mówiąc, niefortunne. Bardzo delikatnie mówiąc.

Bez dwóch zdań bardzo niefortunna w wykonaniu kogoś, kto próbuje przekonać nas, że ofiary stanu wojennego ma w sercu a nie gdzie indziej, była ta pomyłka, która wykreowała nam nieznany fakt z historii stanu wojennego w postaci „robotników zabitych w Lublinie”. Proszę mnie nie przekonywać, że było to przejęzyczenie. Ktoś, kto choć odrobinę interesuje się najciemniejszymi kartami  tamtego czasu takiej pomyłki nie popełni. Nie ma takiej możliwości!

Oczywiście wcale nie dlatego, że temat jest bardziej delikatny owo płynące prosto z serca  przejęzyczenie pani Kopacz nie trafi do kanonu cytatów obok sławnego „nikt nam nie powie, ze białe jest białe…”. Nie trafi i już. Jak ktoś nie wie czemu, znaczy głupi.

Ale nie przejęzyczenie Ewy Kopacz, usiłującej pouczać Kaczyńskiego, nieomal z perspektywy własnych doświadczeń tamtego okresu, czym były tamte czasy jest w jej wypowiedzi najbardziej kuriozalne. I nie ono naprawdę pozwala powiedzieć, że tam, podczas tej konwencji pani Kopacz dokonała rzeczy, zdawać się mogło niemożliwej. Dziesiątki lat po tamtym czasie zdołała faktycznie stanąć tam gdzie ZOMO. Symbolicznie oczywiście bo raczej obok byłego esbeka Lesiaka i byłego naczelnego agitprpopa „czasu apokalipsy” Urbana, którzy też kiedyś coś o podpisywaniu przez Kaczyńskiego sugerowali.

Nawiązanie do Urbana czyni zresztą zrozumiałym i niejako spina nam z resztą naszej politycznej rzeczywistości niedawna deklarację Jerzego Urbana, że głosuje na Platformę Obywatelską. Po wypowiedzi Ewy Kopacz trudno się dziwić. Co ja mówię, trudno byłoby w ogóle zrozumieć gdyby Urban czegoś takiego nie powiedział.

Trudno powiedzieć z czego tak naprawdę wziął się ów durny lub podły występ pani premier. Czy z jej głupoty, wymagającej ratunku w postaci podsuniętej przez jakiegoś pozbawionego skrupułów podleca kartki, której pani Kopacz nawet dobrze przeczytać nie umiała czy z istoty prawdziwej natury „mamy Ewy”. Natury, która nie zalała wstydem umysłu pani Kopacz, gdy z perspektywy podpisanej w latach 80-tych poprzedniego wieku deklaracji przystąpienia do sojuszniczego wobec komunistów ZSL-u  insynuuje komuś jakieś podpisy.

Ewa stoi tam gdzie ZOMO. Nie dlatego, że ktoś jej to wmówił, że ją ktoś tam wepchnął wbrew jej woli. Stanęła tam sama, z cała świadomością.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz