sobota, 27 listopada 2010

Nos w... Dwie strony dramatu (P. Lisickiemu)

Słowem się nie odezwałem gdy prezydent obecny (będący od tej chwili dla mnie już tylko prezydentem przez małe "pe") zaprosił do Pałacu byłego szefa junty wojskowej, Jaruzelskiego. No bo co tu można było powiedzieć poza stwierdzeniem, iż sądząc, ze w swej durnocie Komorowski niczym już nie jest w stanie nas zaskoczyć, myliliśmy się bardzo?

To, że wracam do sprawy nie jest wyłączną zasługą naszego "mądrego i wrażliwego inaczej" prezydenta, który uparł się wydobyć nas z "grajdoła", jakim wedle niego jest Polska, przy pomocy herszta morderców. Przeczytałem w "Rzeczpospolitej" wynurzenia pana Kuczyńskiego, który w pełni pochwala wydobywczy trud prezydenta Komorowskiego(1). I, jakże by inaczej, rzewnie go usprawiedliwia. Niestety nie jest to możliwe bez usprawiedliwienia samego Jaruzelskiego. W związku z powyższym stawia go, czyli Jaruzelskiego, Kuczyński obok siebie i nazywa tak powstały debel "postaciami tego samego dramatu". Fakt, dramat był ten sam. Mógłbym ulec łatwej pokusie i powiedzieć, że podobnie tym samym dramatem i dla Anny Frank i dla Adolfa Eichmanna był Holocaust. Ale, czytając Kuczyńskiego pomyślałem nieco inaczej. Bo i skala jego dramatu nijak się przecież ma do zagłady (inaczej niż choćby rodzin górników z „Wujka” czy z Lubina- ciekawe, że ich akurat „Rzepa” nie zapytała o opinię). Przypomniałem sobie anegdotę sprzed wielkiej wojny. Oto pewien filozof, brylujący w salonach ówczesnej socjety poproszony został przez kogoś o przystępne wyjaśnienie teorii względności.

- Jest to tak, uważasz, jakbyś mi wsadził nos w d**e. Wtedy i ty masz nos w d***e i ja mam nos w d***e.

Tak mi się właśnie wyobraziły te wspomniane wcześniej „dwie postaci jednego dramatu”. Dramatu, który jest dramatem nosa Kuczynskiego w d***e Jaruzelskiego. W takim ujęciu współcierpienie obu panów ostatecznie mogę sobie wyobrażać do woli. Im więcej razy tym dłużej ten nos w tej d***e będzie tkwił. Jako nic innego mogę sobie rzecz ową widzieć tylko jako dowód na to, iż brane przeze mnie za przejawy niepohamowanej nienawiści do Kaczyńskich wynurzenia cyklicznego publicysty „Rzepy” w rzeczywistości są dowodem na to, że zakiwał się chłop w tym tworzeniu „równoległej” logiki i przyzwoitości mogącej usprawiedliwić każde świństwo i każdy idiotyzm lub na jego uniwersalną aberrację lub też głupotę.
Bo czym innym można wytłumaczyć stwierdzenie takie oto:

„Byliśmy po dwu stronach wspólnego narodowego dramatu, który nie mógł trwać, a zakończyć go najlepiej dla wszystkich można było przez spacyfikowanie jednej części narodu, co prawda znacznej większości, przez drugą".

I tu dochodzę do prawdziwego inspiratora mego tekstu. Bo wbrew pozorom nie jest nim Kuczyński. Oto dziś Paweł Lisicki, nie wymieniwszy jego nazwiska oczywiście, ze sposobu myślenia Kuczyńskiego sobie dworuje(2). I z samego pana prezydenta naszego, niestety mimo jego wysiłkom, najwyraźniej ciągle jeszcze „grajdoła” zwanego Polską, przy okazji. Zaprzęgając do tego cały swój talent ironisty i mistrza pióra. I to mnie dopiero wściekło. Oto kiedyś, po kilku próbach polemik z publikowanymi na łamach "Rzeczpospolitej" ewidentnymi melanżami głupoty i nieprzyzwoitości, przypominających zawsze niezapomniany skecz „Dudka” w którym Kobuszewski wpisywał się do książki skarg i zażaleń, postanowiłam, że się nad jakością publicystyki „Rzeczpospolitej” pochylał nie będę.Przynajmniej tak jak dotąd. Ale jest granica i tą granicą jest podłość. I właśnie za jej sprawą, za tymi słowami o „najlepszym dla wszystkich pacyfikowaniu części narodu” postanowiłem redaktorowi Lisickiemu udzielić rady. Otóż panie Redaktorze. Po cóż wysilać pióro i intelekt? Wystarczyło sprawę załatwić krócej. Mówiąc po prostu „takich gów**n nie będziemy drukować”. I tyle…


1. http://www.rp.pl/artykul/569560_Kuczynski--Dyktator--w-Palacu.html

2.http://blog.rp.pl/lisicki/2010/11/26/w-obronie-prezydenta-komorowskiego/

2 komentarze:

  1. Pluralizm... moda na niego ostatnio straszna. Mamy prawdziwą demokrację: można pożartować błyskotliwym piórem nawet z Jaruzelskiego, choć w lepszym tonie jest polemika z jego apologetą. Co więcej tu można poza: masz rację?

    A jednak chyba trzeba pisać, zauważać, wytykać aby pewnego dnia nie okazało się, że nie został nikt dla przeciwwagi, więc ukonstytuowała się "nowa rzeczywistość", w której brak miejsca na wątpliwości.

    Pozdrawiam bardzo serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeżeli to pluralizm to powtórzę za Rosemannem, gdzie opinie rodzin górników z "Wujka" i tak dalej?
    Nie wiem co sie dzieje z Lisickim? Podejrzewam, że może ma to cos wspólnego z próbą przejęcia Rzepy przez peowską mafię, bo trudno mi przyjąć do wiadomości, żeby ten człowiek nagle zaczął odgniatać sobie jądra, niczym nie przymierzająć
    Janke?
    O Tym na K., nawet nie chce mi się pisać. Zacząłem czytać ten bełkot i... Niech on zacznie pisać dla "NIE". Tam czułby się jak u siebie.

    OdpowiedzUsuń