środa, 17 listopada 2010

Po co…? (o metempsychozie)

W trzecią rocznicę istnienia (taki eufemizm… gdybyż do istnienia się tylko to ograniczało…) rządzącej obecnie ekipy pod niezmiennym przywództwem pana Tuska. Trzecia rocznica fenomenu, który w ciekawym świetle stawia intelektualna i emocjonalna kondycję społeczeństwa pomieszkującego między Odrą i Bugiem. Czy może między Bugiem i Odrą jeśli chce się właściwie rozłożyć ostatnio obowiązujące akcenty. Fenomenu polegającego na tym, że od lat gros Polaków bez większego wahania udziela ekipie niezmiennego poparcia a jakby tych Polaków zapytać za co to… No właśnie.

Jak to zwykle bywa z Polakami to, co dzieje się z nimi i wokół nich budzi podejrzenia, że stanowią oni jakieś metempsychotyczne piekło do którego trafia się za najstraszniejsze przewiny popełnione we wcześniejszych bytach materialnych. Istotą nałożonej na nas kary za niewiadome nam wcześniejsze winy jest uczynienie z nas zbiorowej osobliwości nijak się mającej do tego wszystkiego, co o człowieku dzisiaj wie nauka. Ta nasza zadziwiająca konstrukcja duchowo- intelektualna (mój Boże, wiem jak to brzmi…) stała się pewnie nie przypadkiem kanwą do wielkiej liczby dowcipów ot choćby tego o spadającym, przeciążonym samolocie którego pilot, dla ratowania reszty pasażerów skłania do poświęcenia najpierw Amerykanina, po nim Rosjanina gotowych ponieść śmierć czy to dla demokracji czy ojczyzny (Rodina) a od poproszonego o to samo Polaka słyszy, że ten nie jest głupi i nie będzie dla takich dupereli popełniał samobójstwa.

- Wiedziałem, że pan nie skoczy… - mówi z rezygnacją pilot na co Polak z miejsca podnosi się oburzony.

- Co?! ja nie skoczę?!!! – i skacze…

Tak też musi być ze wspomnianym fenomenem ekipy Tuska i z poparciem obywateli. Tych metempsychotycznych tworów, którym jakiś wewnętrzny imperatyw podpowiada działania i wybory irracjonalne, które prędzej czy później zaowocować muszą gigantycznym kacem jeśli na kacu tylko się skończy. Nieustanne radosne wskazywanie tej ekipy jako wyboru na lata jest dokładnie takim mechanizmem jak ten z opowiedzianego wcześniej dowcipu.

- Nikt rozsądny nie poprze więcej tych dyletantów – podpowiada rozsądek.

- Co?! Ja nie poprę?!!! – odpowiada potencjalny wyborca. I skacze z głupią mina chojraka co to wszystkim „pokazał”.

W tym piekle, którego cechą najłatwiej dostrzeganą jest stawianie wszystkiego na głowie i przedstawianie w formie „obrazu odwróconego” ostrożnie podchodzić należy do etykiet, jakie noszą na sobie przebywające w nim jednostki i ukształtowane przez nie środowiska. Odwrotnie niż w realnym świecie, im więcej o kimś mówi się dobrze tym bardziej musiał on być winien w poprzednich swoich uosobieniach. I tym bardziej ma problem ze swymi ocenami, z wartościowaniem tego, co widzi i ocenia.

Czy nie jest to najlepsze wyjaśnienie całkiem sporej liczby otaczających nas fenomenów, którym tak się dziwimy? Tego nieustannego qui pro quo w którym skaczemy z lubością gdy zapala się komunikat „uwaga! Skok grozi śmiercią”.

Ten zawiły i bełkotliwy wstęp to taki mój hołd dla tego metafizycznie jeno dającego się wyjaśnić stanu mentalnego mego narodu potrafiącego z taką łatwością unieważnić elementarne prawa logiki. Mogłem zastąpić go dwoma zdaniami, w których skupiłbym się na cytowaniu nie koniecznie cenzuralnych epitetów, co będąc jednoznacznie obraźliwymi, prosto a nawet prostacko prześlizgnęłyby się po temacie. Ale jakoś trudno mi o mym narodzie choćby i tylko myśleć jako o zbiorowości, w której zdobycie wykształcenia, lepszej pracy i zapuszczenie korzeni w większym mieście okupuje się przeważnie większym lub mniejszym zidioceniem.

Inspiracją dla powyższych rozważań był dla mnie tekst omawiający misterny… Nie, nie będę się wygłupiał. Omawiający toporny, prymitywny i teoretycznie nie pozostawiający najmniejszych wątpliwości co do tego, że będzie najzwyklejszym rabunkiem, plan ratowania finansów publicznych przez naszą niezmiennie popularną i kochaną ekipę. Ratowania oczywiście w cudzysłowie. Chodzi o łatanie efektów „polityki zielonej wyspy” poprzez transfer na konto „finansów publicznych” pieniędzy stanowiących bez najmniejszych wątpliwości „finanse prywatne”. Pomysł by moja kasa poszła na przepierdolenie by poprawić wskaźniki i samopoczucie ekipy nie dziwi mnie co do istoty. Jakoś niczego bardziej finezyjnego po panu Tusku i jego gromadce od dość dawna nie oczekuję. Wiem dobrze, że mam do czynienia z podmiotem zbiorowym wykazującym specyficzny rodzaj syndromu Jekyll/Hyde, który w tym przypadku przejawia się uosobieniem w tym gronie zarówno cech husarii atakującej śmiało gdy zaistnieje okazja widowiskowego wpakowania się w gówno oraz „letkiej” jazdy wołoskiej, co „letko” ucieka od oczywistych, koniecznych i skutecznych rozwiązań podpowiadanych przez wszystkich od profesorów uniwersytetów po oseski mające w swym słowniku nie więcej niż dziesięć słow. Zgodnie z logika tej przypadłości nie zrobi się za panowania Tuska żadnej reformy innej niż toporne zadżebanie obywatelom ich kasy tak, że dopiero po latach się spostrzegą. Takie wyjęcie babci z bieliźniarki forsy odkładanej na pogrzeb.

I przez to nasz Donald Janosik Hood może dawać biednym (no bo jak kto jest głupi to i biedny, bez względu na stan konta) owoce tego co ukradnie bogatym. Oczywista ironia losu w tym wszystkim jest elementem najbardziej pocieszającym. Sprawia oto ów los przewrotny, że w tym wielowątkowym qui pro quo to ci „biedni” i niewątpliwie głupi, którzy z takim zadowoleniem przyglądają się radosnej twórczości Donalda Janosika są też tymi bogatymi, których Janosik w największym stopniu ze skóry obłupi.

Projekt „reformy emerytalnej”, który legł i podstaw mego tekstu to tylko jeden z przyczynków do twierdzenia, że mój naród to w około 50% osobliwi intelektualni masochiści. Można tak szukać i szukać. I napawać się kolejnymi jękami rozkoszy gości co się mają za kwiat, sól ziemi, elitę i oczywisty pępek naszego społeczeństwa. Tylko po co ? Ja się bardziej upewniać nie potrzebuję a tamtym nic już nie pomoże. Przez trzy lata pewnie średnio inteligentny szympans pojąłby więcej.

http://gospodarka.dziennik.pl/news/artykuly/309530,rzad-rozmontowuje-ofe-by-latac-budzet.html

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz