piątek, 29 listopada 2013

Głęboki dół…



Najświeższy odprysk „sprawy bydgoskiej” rysuje nową, jakże ciekawą „mapę podziału”. Bo że podział jest, rzecz oczywista. Szkoda że w konstytucji nie zapisana. Dotąd wiadomo było, że dobrze o Lechu Kaczyńskim może mówić wyłącznie oczadziały „pisior” zaś po drugiej stronie, po stronie światła są wszyscy godni szacunku. Teraz… Ano ciekawe.

Kiedy Rada Miasta Bydgoszczy „poprawiła” swój „błąd” sprzed lat, wcielając się przy okazji w znanego skądinąd pingwina Kovalskiego, objaśniającego koledze, przekonanemu, że decyzje już zapadły, że „to an… ankieta była” i wciskając co mniej kumatym coś o „uchwale intencyjnej”, wolałem poczekać co na ten temat powie Jan Rulewski. Przyjąłem bowiem, że w sprawie „zasług dla Polski” przejmować się będę tylko opiniami tych, którym jakieś da się przypisać. Jeśli myśli się o Bydgoszczy w kontekście walki z totalitaryzmem, nazwiska Rulewski nie da się pominąć. W odróżnieniu od tych z listy głosujących, które za bardzo z niczym mi się nie kojarzą.

Nie wiem jak z tym Rulewskim i z Wyrowińskim i, zwłaszcza z Komorowskim czują się ci, którym chyba kiedyś ktoś mocno zaszkodził wpajając im przekonanie, że je**ć Kaczynskich jest oczywistą racją stanu. Sprawą drugorzędną było, jak, w jakim stylu. W efekcie można było odnieść wrażenie, że najlepszym początkiem kariery w PO było przystąpienie do jakiegoś lokalnego komanda „nieustraszonych pogromców pomników” fechtującego a to prawem budowlanym, a to planami zagospodarowania a jak tego nie stało, nieśmiertelnym argumentem o podziałach. Nikomu nie wydało się niesmacznym, że dwudziesto- osiemnastolatkowie ośmielali się autorytatywnie negować czyjeś dokonania, w których sami nie uczestniczyli ani nawet nie mieli ich okazji oglądać. Nie  było wtedy w PO zbyt wielu chętnych do polemiki z bzdurnymi twierdzeniami. Więcej, sam wdałem się kiedyś w spór z panem Borowczakiem, jakby nie było „świadkiem naocznym”, który stwierdził, że Kaczyńscy pojawili się „przy Solidarności” pod koniec lat 80 XX wieku. Publicznie poproszony przeze mnie o komentarz do zdjęcia z sierpnia 80 r z Lechem Kaczyńskim i Andrzejem Kołodziejem w prezydium spotkania z robotnikami, zwrócił uwagę, że zdjęcie nie jest z sierpnia 80 r. Że jest… z września 80. Na moja uwagę że miedzy wrześniem 80 i końcem lat 80- tych jest dość znaczna różnica czasowa nie raczył nic odpowiedzieć.

Szczerze mówiąc nie mam zamiaru potępiać tej bydgoskiej „trzeciej ligi” Platformy Obywatelskiej. W rolę „nieustraszonych pogromców pomników” wcielili się nie dlatego, że są z gruntu nieprzyzwoici. Pewnie niektórzy są ale twardych dowodów na to nie mam.  Oni zostali tak uwarunkowani i zwyczajnie dla nich to odruch bezwarunkowy, że na hasło Kaczyński są wstanie wyłącznie pluć. Czyja to zasługa? Najpewniej kogoś, kto kiedyś publicznie dał wyraz, że „nie dostrzega niedostatku upamiętnienia”.

Może to nie miejsce ale przypomina mi się scena z „Nieprzystojnego obnażenia” Toma Sharpa (Indecent Exposure), w której lokalny szef policyjnego wydziału do walki o czystość rasową oznajmia funkcjonariuszom, że będzie z całą mocą zwalczać patologię ich intymnych kontaktów z czarnymi kobietami a oni zwyczajnie nie łapią o co mu chodzi bo byli dotąd święcie przekonani, że gwałcenie czarnych więźniarek nie jest żadną patologią a czymś w rodzaju premii, bonusu za ich dość podłe zarobki.

Myślę, że ci z Bydgoszczy, słuchając jak Komorowski, Rulewski, Wyrowiński mówią o ich nadgorliwości jako o czymś nieprzyzwoitym, także zupełnie nie łapią „o co kaman”. Oni przecież tak, jak ich koledzy tu i tam przez ostatnie lata, dokopali Kaczorowi. I to jak! Absmak kopania nieboszczyka przerasta ich intelekty potraktowane czy to z osobna czy też zbiorowo.

To, co stało się a raczej dzieje się za sprawą inicjatywy bydgoskich radnych PO można odbierać jako wyjątkowo złośliwą puentę ich argumentowania o „podziałach”, które imię Lecha Kaczyńskiego jakoby wywołuje. I to także przerasta ich intelekt, że ich uchwała zniweczyła oczywisty dowód, iż było akurat odwrotnie. Tamta uchwała przyjęta była jednogłośnie. Dziś argumentują, że wtedy to było „pod wpływem emocji” nie czując własnej sugestii, że w pełni władzy intelektualnej i emocjonalnej mogą być tylko małostkowymi palantami a przyzwoici są jak ich zaćmi.

Ale wróćmy do „podziałów”. Po słowach ludzi PO, którzy coś tam jednak dla Polski zrobili trudno nie zauważyć, że ten podział, z którym akurat Lech Kaczyński nic wspólnego nie miał, zaczyna przebiegać nie tam, gdzie by pewnie bydgoscy „nieustraszeni pogromcy” chcieli. Nie twierdze, że to już ten tytułowy wielki dół. Ale biegnie w poprzek PO oddzielając tych, którzy coś tam pamiętają z przeszłości i z zasad wpajanych przez starszych i tych, którzy pamięć mają za mało pojemną. 

Zatem tytuł proszę sobie interpretować i bardziej dowolnie i bardziej uniwersalnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz