poniedziałek, 9 maja 2011

Ja, troglodyta (list pożegnalny…)

Czasem jest tak, że jak się walnie kogoś w łeb pałką, zaczyna widzieć wszystko inaczej. Mniej istotne czy ta pałka jest metaforą czy też twardym, materialnym faktem. Istotniejsze chyba to, że owo „inaczej” często bywa zaprawione niezwykłą albo nawet zdumiewającą ostrością widzenia i sporą dawką rozsądku oraz logiki. Ot choćby wtedy, gdy ludzie, może i prości, niewykształceni i może nawet w jakiś sposób zasługujący na nazwanie głupimi, nie mogąc doczekać się miesiącami jakiegokolwiek spójnego i sensownego wyjaśnienie sprawy, na wyjaśnieniu której powinno zależeć nie tylko im, głupcom, ale i tej światlejszej acz niezbyt jednak zainteresowanej części społeczeństwa, sami próbują znaleźć odpowiedzi. Posługując się przy tym znanym dość powszechnie, niebagatelnym i niepodważalnym dorobkiem wschodniego mocarstwa w tym zakresie.

Albo gdy mają kłopot z pojęciem czemu krzyż, stojący od miesięcy gdzie go postawiono, nagle, z dnia na dzień zaczął naruszać porządek prawny i publiczny choć ten porządek prawny nie zmienił się ani o jotę a w porządku publicznym jedyną zanotowaną zmianą było to, że pewien pan właśnie wygrał wybory i nie musiał już udawać dobrotliwego wujka.

Albo wreszcie wtedy, gdy nie potrafią pojąć takiego finezyjnego niuansu, który sprawia, że poddanie w wątpliwość pochówku poety w narodowym panteonie, gdy ciało poety pochowane jeszcze nie zostało, jest oczywistym i niepodważalnym objawem skrajnego zezwierzęcenia a stawanie w dniach żałoby w poprzek złożeniu w innym panteonie prezydenta, który zginął tragicznie i dopiero czeka na pochówek, to uprawniona a nawet pożądana dyskusja zatroskanych o to i owo obywateli. Nawet jeśli ich zatroskanie znajduje wyraz w błazeńskich, papierowych koronach zakładanych zapewne w celu dodania sprawie powagi.

Trudno poradzić sobie z tą tępą i prymitywną logika i z tak chamsko prostym oglądem rzeczywistości. Takim, jakim nie skala się człowiek światły, który wie, że jeśli coś nie współgra z oficjalną tezą, trzeba poczytać gazety albo wysłuchać światlejszych. Trudno poradzić sobie ale zawsze można rzecz zdefiniować. Nazywając na przykład tych ludzi troglodytami. Żeby móc to zrobić, trzeba wiedzieć to i owo albo to i owo przyjmować na wiarę. Wiedzieć jak wie na przykład autor definicji, Redaktor Naczelny. Ten, który z cała swoją redakcją „zna wszystkie detale katastrofy”. Nawet i te, które uszły jakoś uwadze wytworom najnowocześniejszej techniki, służące rejestracji obrazów i dźwięków.

Trudno powiedzieć, czy troglodytami są: pan Minister wyjaśniający osobiście ale chyba wnikliwie to czy i on ponosi osobistą winę za tragedię oraz Prokurator Generalny czy też naczelny Prokurator Wojskowy. Wszak oni pewnych „detali katastrofy” znanych Redaktorowi nie byli godni, zdolni czy też władni poznać ani odnotować. Może są może nie są. Chyba by trzeba zapytać Redaktora o wykładnię.

Są nimi bez wątpienia jednak ci, którzy za cholerę nie mogą pojąć czemu za burdę wywołaną w dalekiej Bydgoszczy przez konkretnych (choć jeszcze nie pojmanych a nawet nie zidentyfikowanych) wyrostków zamyka się stadiony w zupełnie innych miastach. Choć one, te zamknięte stadiony, nie należą nawet w najmniejszej części do tych wyrostków a nadto nie uczestniczyły choćby pośrednio w tamtym zajściu. I jeśli będzie trzeba to znaleźć można setki albo i tysiące świadków mogących stadionom dać alibi zaświadczając, że w inkryminowanym dniu i godzinie stały spokojnie gdzie stoją.

Są wreszcie troglodytami ci, którzy siedzą sobie w białym, pełnym nienawiści namiocie. Nie wiadomo jednak czy tu akurat decyduje kwestia liczby i czy rozbudowanie białego namiotu do rozmiarów białego, namiotowego miasteczka nie zmieniłoby tej surowej oceny w całkiem przeciwną. Jak wiadomo białe miasteczka są raczej dobrze widziane i witane różami.

Są też bez wątpienia troglodytami ci, co w różnych miejscach bezczelnie, niesprawiedliwie oraz w absolutnym braku zgody ze zdrowym rozsądkiem i poczuciem wstydu wypisują brednie o stanie zdrowia, stosunku do prawa i demokracji oraz kulturze bycia obecnego prezydenta i premiera. Fakt, jak można publikować coś tak okropnego (pisownia oryginalna): „Rety, to jest zgroza jaką hołotę wyhodowała III RP na miejsce dawnych Polaków.
ps: Czy ktoś dokumentuje wszystkie bzdury wygadywane przez tego ruskiego pachołka.
Toż to powinno się uwiecznić jako swiadectwo inteligencji wszystkich ludzi popierających PO.\" *

Warto, by autorzy tego zawstydzającego tekstu i podobnych mu uczyli się kultury dyskusji od tej światlejszej części obywateli. Bywałej w miejscach zdecydowanie bliższych prawdziwej kulturze i nowoczesnej wrażliwości. By raczej miewali takie przemyślenia (pisownia oryginalna):
Re: Wielki projekt, mały Jarek

surfer6 - malutkie to on ma wszystko ten jarus: wzroscik, rozumek, narzadzik, nozki, ubranka, wloski, mamuske, braciszka na Wawelku w sakrofazku itd, itp. Ale najbardziej rozumek. Duze to on ma: egocisko, checisko na pieniacha, wladzucze i Wawelisko.**

Rzecz w tym, że chyba też znajduję w sobie oczywistego troglodytę. No bo jak mam inaczej wytłumaczyć sobie, że mi się ta troglodycka, oczywista głupota bardziej zborna wydaje od tej światłej i kulturalnej logiki i kultury Redaktora. Choć jak mnie ostatnio oświeciła bliska mi osoba, wszystko tak strasznie jest zniuansowane i naprawdę sprowadza się do jednego. Do tego, czy kocha się wszystko, co zaczyna się na Ka czy na Tu.

Choć tego nie łapię to nawet i się nie dziwię. No bo i jak miałbym łapać? Ja, troglodyta…

* http://forum.fronda.pl/forum/pokaz/id/68506

**http://forum.gazeta.pl/forum/w,904,124971972,124977291,Re_Wielki_projekt_maly_Jarek.html

1 komentarz:

  1. "Do tego, czy kocha się wszystko, co zaczyna się na Ka czy na Tu."
    Teraz to już jest inna miłość niż wcześniej. I Ty o tym wiesz, Adam...

    OdpowiedzUsuń