piątek, 8 maja 2015

Achtundachtzig Professoren



“Achtundachtzig Professoren: Vaterland, du bist verloren” miał stwierdzić Otto von Bismarck dowiedziawszy się jak prezentuje się skład „parlamentu frankfurckiego”, wyłonionego w 1848 r. On ojczyznę zdołał uratować choć nad metodami można dyskutować. Czy uda się także nam?

Inspiracją był dla mnie tekst Wojciecha Sadurskiego „Nie będzie żadnej II tury” opublikowany na portalu „NaTemat”. Swoje przekonanie pan profesor tłumaczy tym, że liczbę ludzi głęboko sfrustrowanych, naiwnych, rozczarowanych demokracją lub po prostu i zwyczajnie niemądrych ocenia na 25% ogółu. Reszta, czyli całe 75% powinny więc poprzeć Bronisława Komorowskiego. A to daje oczywistą wygraną już w I turze.

Zabawnie wygląda pewność pana Sadurskiego wobec zbliżania się jego kandydata do kolejnej „szklanej podłogi”. Zdaniem Sadurskiego jest oczywistym ów wybór wszystkich, którzy do wyliczonych kategorii się nie zaliczają (lub nie chcą się zaliczać) bo wybory stanowią „konfrontację między politykiem, mającym to, co się nazywa “gravitas”, czyli pewną wagę osobowości, a kandydatem, którego jedyne społecznie rozpoznawalne zetknięcie z wielką polityką polegało na nie wyjaśnionym przez niego do dzisiaj uwikłaniu w największy przekręt w demokratycznej Rzeczypospolitej”.* 

Pominę kwestię owego przekrętu bo czy był czy nie był wypowiedzieć powinien się sąd (o czym Sadurski doskonale wie a przynajmniej powinien) a jak dotąd nikt nie raczył nawet zawiadomić prokuratora. Ani ci od cotygodniowego przypominania „afery dudy” ani ówże Sadurski.

Mnie bardziej ubawiła owa „grawitas”  użyta przez  prawnika, filozofa i politologa w odniesieniu  do urzędnika, który nie zorientował się przez pięć lat urzędowania, że nie tylko miał prawo ale nawet kilkakrotnie podpisał ustawę budżetową. Można oczywiście sugerować, ze się Komorowski pogubił w stosie ustaw ale w to uwierzy pewnie tylko Sadurski.

Ale Sadurski Sadurskim. Jego tekst jest stronniczy ale jakoś tam trzyma poziom logiczny. Sczególnie jeśli zestawić go z czymś takim: „Nie jestem pewien, czy będzie II tura. 10 maja Polacy muszą sobie odpowiedzieć na fundamentalne pytanie - skoro wszystko wskazuje na to, że niezależnie od tury zwycięzcą wyborów prezydenckich będzie Komorowski (uważa tak wg CBOS 66 proc., a nawet większość elektoratu PiS i Dudy), i skoro nie są to wybory parlamentarne, gdzie wiele podmiotów politycznych może się uważać za zwycięskie, bo przekracza próg i zapewnia sobie obecność w parlamencie - to po co ciągnąć tę niezbyt udaną kampanię o dwa tygodnie dłużej?”**

Podkreśliłem ciąg myślowy, którzy sugeruje, że skoro z sondażu CBOS wiemy, kto wygra II turę po co ją robić. To wypowiedź Radosława Markowskiego dla Agnieszki Kublik i „Wyborczej”. Aż szkoda, że wywiad się nie odbył w styczniu czy lutym. Wówczas nie trzeba by robić nawet I tury bo CBOS-owi wychodziło, że Komorowski zostanie na kolejna kadencję niemal przez aklamację.

Swoją drogą trudno ocenić etyczną stronę owej próby reformy konstytucji zmierzającej do przyznania jednemu ośrodkowi badania opinii tak daleko idącej prerogatywy jaką byłoby powoływanie Głowy Państwa za pomocą podawanego wyniku. Pan Markowski jest wszak członkiem Rady CBOS.

Oczywiście ja wiem, ze to taki ukryty przekaz, coś  na kształt  „zmień kraj, idź na wybory”, adresowany do tych… No właśnie, do kogo. Raczej nie do tych, co iść nie zamierzają. Bo co dla nich za różnica czy nie pójdą raz czy dwa razy. Raczej do wyborców, ja wiem, Ogórek, Palikota. Bo chyba nie Kukiza i Korwina albo Kowalskiego. Ale wygląda jak wygląda. I aż krzyczy, by uważać bo się nam jeszcze osiemdziesięciu sześciu podobnych może znaleźć.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz