wtorek, 23 sierpnia 2011

Koronny argument

Przeczytałem list przytoczony na blogu Czarka Krysztopy. A w nim argument, który w innej konfiguracji jest koronnym i najtrudniejszym do obalenia w dyskusji pro life. Nie, nie chodzi teraz o najbardziej potoczne rozumienie tego określenia.

Chodzi mi o argument, który pojawia się w dyskusjach na temat kary śmierci. Ten odwołujący się do możliwości orzeczenia jej wskutek sądowej pomyłki. Jak się potocznie uważa, mamy wówczas do czynienia z jedyną sytuacją, w której skutków orzeczonej kary nie da się cofnąć i zrekompensować. Oczywiście to bzdura ale przyjmijmy, że faktycznie. Oto taki abolicjonista rzuca ów argument i weź zbij go człowieku… W wielu przypadkach na tym kończy się dyskusja. No bo co powiedzieć? Że pomyłki się zdarzają? Że trudno? Że Bóg potrafi oddzielić „ziarno od plew”? Nie sądzę by cokolwiek przekonało tych, którzy ów argument zastosują.

Można by sądzić, że to argument uniwersalny. Przypomnę fragment cytowanego przez Cezarego listu: „W Polsce nie ma żadnego kompromisu, tylko legalne uśmiercanie dzieci chorych, albo i nie. Lekarz może się pomylić w interpretacji badania USG i co wtedy? „*

Właśnie, co wtedy? Wystarczy „przykro mi”? A może akurat w tym przypadku rekompensata istnieje?

Siła tego argumentu w tym przypadku nie działa. Smutne to. Smutne to, że coś, co każe nam odstąpić od pozbawienia życia zbrodniarza bo może się co do jego winy mylimy, nie powstrzymuje nas rozkawałkować nienarodzonej istoty podejrzewanej o fizyczny czy psychiczny defekt. Nie powstrzymuje w społeczeństwie, które skądinąd oszalało na punkcie „uprzyjaźniania” świata żyjącym już osobom ułomnym na ciele lub umyśle. Taka zadziwiająca niekonsekwencja.

Niekonsekwencja budząca grozę już u swych korzeni, w miejscu, w którym choroba czy niepełnosprawność, afirmowana później, jest u zarania okolicznością usprawiedliwiającą czynienie z kształtującej się istoty ludzkiej skrawków rozszarpanego mięsa.

A jeśli się mylicie? jeśli ten lekaż, mówiący o „żyjącym warzywie” popełnia bład? Ileż błędów każdego dnia popełniają lekarze. W sytuacjach bardziej błahych, czasami wręcz kuriozalnych.** Nie macie dyskomfortu, że opowiadając się za tym jesteście tacy sami jak ci, którzy Bogu oddaja ostateczny sąd w sprawie winy czy jej braku u straconego zbrodniarza?

Wiem, na to macie koronny argument. Wiecie kiedy człowiek staje się człowiekiem. Najczęściej wtedy, gdy to wam pasuje. Teraz wam pasuje tak, za jakiś czas będzie pasowało siak. Przekonacie mnie, że nie?

Skoro tacy mądrzy jesteście, czemu nie przychodzi wam do głowy, że ten zbrodniarz, wyczyniający rzeczy, których nie byłaby w stanie wymyślcie nawet wasza wyobraźnia, to istota, która właśnie przestała być człowiekiem? W swym nieludzkim postępowaniu. Mając tak, jak tamta, co „jeszcze się nie stała”, ten i ów narząd właściwy człowiekowi. Skoro proces „stawania się” istotą ludzka jest płynny to czemu nie przyjąć tej płynności, relatywności i w drugą stronę?

W ogóle w tej dyskusji argumentacja kuleje. Ot choćby ten argument, że odmawiając aborcji z gwałtu każe się zgwałconej żyć z "nieznośną" świadomością istnienia „owocu gwałtu”. Więc by nie musiała, zabija się ów „owoc”. Karząc go w sposób niewspółmierny. Szczególnie do sposobu, w jaki karze się sprawcę.

No świetnie. A jeśli by ta zgwałcona nie mogła żyć ze świadomością dalszego istnienia sprawcy gwałtu? Rzecz jasna nie ma opcji podobnej do tej poprzedniej.

Co zatem, jeśli się mylicie? Już nawet nie w tym czy starczy ułomności dla noża ale w tym, kiedy człowiek jest a kiedy nie jest człowiekiem.



* link za blogiem Czarka: http://wyborcza.pl/1,95892,9871691,Jestem_polozna_i_nie_chce_zabijac___list.html#ixzz1Vr76YHFV

** Mąż mojej koleżaniki, po wypadku i zrobionym prześwietleniu kręgosłupa szyjnego poinformowany został, że ma przerwany rdzeń kręgowy. Zdziwił się, gdy po kilku godzinach zaczał ruszac palcami. Zrobiono zdjęcie i okazało się, że to był tylko obrzęk. Pierwsza dioagnoza wynikała zas z tego, że... zdjęcie zrobiono mu w kolnierzu ortopedycznym przyjmując metalowy elemnent za oczywista przerwę w tkance nerwowej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz