czwartek, 5 sierpnia 2010

Brukselka z kartoflami czyli Tusk, VAT i cała reszta.

Wczoraj z rozbawieniem połączonym z uczuciem zażenowania przyglądałem się jak mężnie nasza siła rządząca starała się nas przekonać, że najświeższa zmiana azymutu to, oczywiście, dla naszego dobra. Od jakiegoś czasu niemal nie zdarza mi się choćby odczuwać śladowa ekscytacje w związku z tym, jak nas obecna siła kierownicza prowadzi ku lepszej przyszłości ale wczoraj mi się zdarzyło. Gdy Donald Tusk, z sejmowej trybuny powiódł po sejmowej Sali wzrokiem Saint Justa i zagrzmiał „lepiej powiedzcie co wy byście w tej sytuacji, będąc na naszym miejscu zrobili” (przytaczam dość swobodnie bo z pamięci), nie wytrzymałem i wszedłem mu w słowo. „Ok. Donald. Zrób nam miejsce to zobaczysz”. Miotający się na sejmowej trybunie Premier, co ze wstydem przyznam bom obywatel odpowiedzialny i o swe państwo zatroskany, sprawił mi radość wielką bo ciągle mam w pamięci te jego opryskliwe, krótkie niczym szczeknięcia, reakcje na pytania choćby o uzgadnianie spraw z Prezydentem albo o krytykę ze strony opozycji brzmiące zawsze jednakowo: „mam ważniejsze sprawy od…”. No to dawaj Donald! Pokaż ze masz jaja! I że są twoje! Zasłużyłeś tamtym na tę chwilę prawdy!

To, co dzieje się ostatnio na naszej „zielonej wyspie” jest, niestety, żałosne. Gdyby próbować poważnie traktować to, co mają nam do powiedzenia nasi „drudzy Irlandczycy” to nijak byśmy nie złapali bo mam wrażenie, że sami nie wiedzą co mówią. Ot choćby pan Sławomir Nitras, który wczoraj w telewizorze starał się oświecić „ciemny lud” jak rzecz się ma w istocie. Zaczął od tego, że najlepiej to widać z Brukseli. On oczywiście patrzy właśnie stamtąd. A z Brukseli widać to tak, że może i u nas nie jest tak źle, albo nawet dobrze jest, ale źle jest w Niemczech, Francji, Portugalii i właściwie wszędzie więc musimy robić to, co robimy. Bo tak nam zasugerowała Komisja Europejska. Nie wiem czemu obywatele Polski maja ponosić jakieś nagle rzucone na barki ciężary w związku z tym, że Niemcom się pogorszyło i powinienem mieć do Nitrasa pretensję, że nie pociągnął wątku ale wdzięczny mu jestem za to, że oświecił mnie co do tego ile znaczy tak naprawdę i pan Tusk i jego przyboczny Vincent. Po prostu komisja kazała… Jednym słowem, gdyby faktycznie było tak, jak mówi pan Nitras czyli że nie „suwerenny rząd RP” ale Komisja Europejska miałaby najwięcej do powiedzenia i w tej naszej „wewnętrznej” sprawie, wyszłoby, że to, co właśnie nam PO oferuje to po prostu „brukselka” a nie żadne tam danie rodzimej „kuchni polskiej”.

Na szanownych propagandzistach z PO mści się teraz opisany na przykładzie pana premiera zwyczaj komunikowania się czy to z opozycja czy też obywatelami za pomocą takich komunikatów- szczeknięć, które sugerowały że oni świetnie wiedza co robią. Weszło im to w krew i wszystko, co w sferze tak zwanego dialogu społecznego są w stanie z siebie wydobyć to hasła typu „nie przeszkadzajcie!”, „nie straszcie ludzi!!!” i takie tam…

W tym „nie przeszkadzajcie!” najbardziej wkurza mnie połączenie przekonania, że lud jest naprawdę „ciemny” z oczywistą i bijąca wręcz po oczach pogarda dla tegoż „ciemnego ludu”. Widać to choćby w powtarzanych i przez „znającego się na gospodarce” jakoby Tuska, równie „jakoby” w tych kwestiach zorientowanego pana Vincenta i cała resztę (o nią właśnie chodzi w tytule) „znających się z PO, bzdurach o tym, że „najuboższym” w zasadzie to kasy w portfelu po zmianie VAT-u wręcz przybędzie! Przecież i tak powinni być Tuskowi i Vincentowi niezmiernie wdzięczni, że dzięki ich polityce będą mogli wciskać w siebie do woli chleba z masłem i wędliną! Zamiast, jak mają najczęściej w zwyczaju, „przetwarzać” kartofle i kapustę.

wtorek, 3 sierpnia 2010

Lekcja czyli czy państwo może być głupsze od obywateli?

„Nie ustępujemy, jako słabi, ale ustępujemy, jako mądrzejsi” Tymi słowami finał dzisiejszych zdarzeń pod Pałacem Prezydenckim spuentowała pani Bortnowska z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Choć słuszności swego spostrzeżenia sama pewnie do końca nie pojmuje. Czemu powiedziała przy tym „my”, nie mam pojęcia bo sam bym pewnie tak o niej w tym kontekście nie pomyślał ale słusznie zauważyła ona gwałtowny proces edukacyjny, jaki przeszło dziś nasze państwo. O ile tak można powiedzieć.

Rzecz, choć dramatyczna, w istocie powagi ma tyle co notatka o zamachu na państwo sporządzona przez milicjanta, któremu strącono czapkę tak, że upadła „orzełkiem do dołu”. I z miejsca wymusza wręcz pytanie czy państwo może być głupsze od obywatela.
Z pozoru narzuca się odpowiedź, że nie bo byłoby to zarówno niewyobrażalne jak i niedopuszczalne. Ale w rzeczywistości zdać sobie trzeba sprawę, że w znacznej mierze to państwo to jest po prostu kilku gości, którzy akurat w danej chwili mają to państwo w garści i Zanie coś tam robią, mówią i myślą. I tu już spraw ma się inaczej. Jakich byśmy procedur nie używali to prawdopodobieństwo tego, że ci goście uosabiający państwo mają pod względem ogłady, charyzmy czy poziomu inteligencji powody by czuć wobec znacznej części obywateli poważne kompleksy. I zdarza się później, ż państwo to jakiś facet, co po wyborczym zwycięstwie, zamiast pojechać do Brukseli czy tam Moskwy, jeśli woli, jedzie na Czerską i z miejsca zapowiada coś, co musi (MUSI) wywołać dym. I albo on o tym wie i wychodzi że z niego niezły s…. albo nie wie, co oznacza że dureń niewąski. Państwo to też drugi gość (póki co historia przemilcza jego imię) co dzwoni z awanturą po metropolitach bo mu się grób już zaaprobowany stoi kością w gardle. Na koniec państwo to ten gość któremu zawsze tak fartownie wychodzi, że jak jakiś wałek na społeczeństwie uskutecznia to zawsze coś „się zdarza” że społeczeństwo patrzy akurat w inną stronę.

Ja wiem, że co komentator to inna odpowiedź na pytania co się takiego naprawdę stało i (co o niebo ważniejsze) dlaczego. Oba pytania są, jeśli padają wśród ludzi żyjących w systemie demokratycznym i reguły tego systemu aprobujących, skrajnie idiotyczne. Bo mogą paść tylko wówczas, jeśli się demokracji nie pojmuje. Bredzenie o Jarosławie Kaczyńskim „grającym” na czym tam on nie gra wedle „przenikliwych obserwatorów” jest nadrabianiem braku pojęcia o tym co tak naprawdę stało się pod Pałacem Prezydenckim. I wcale nie mam na myśli dnia dzisiejszego ale cała sekwencję wydarzeń. Od dnia 10 kwietnia. Stały się tam dwie rzeczy, które, notabene skumulowały się w jednym tłumie, wystającym godzinami w tamtym miejscu z poczucia że tak wypada, trzeba i że nie można inaczej. W tym tłumie przede wszystkim ujawniła się przeogromna siła pozytywnych emocji windująca poczucie wolności ponad jakiekolwiek instytucjonalne ramy. Ale wydarzyło się coś, na co nikt nie zwrócił, bo może nie chciał zwracać uwagi. Oto przy tej eksplozji, o której zdanie wcześniej, nastąpiła implozja państwa, które z nagła jako cokolwiek znacząca siła tam, na Krakowskim Przedmieściu zapadło się i zmalało do roli szwajcara usłużnie kłaniającego się odkrytemu właśnie w dość przerażającej go postaci hegemonowi.
Wtedy, kiedy na Krakowskim Przedmieściu pojawił się krzyż, stan prawny był dokładnie taki sam jak dziś. Podobnie z historycznym porządkiem miejsca zdarzenia na którego straży stał wówczas ten sam co dziś konserwator zabytków. Między 10 kwietnia i 3 sierpnia w stanie prawnym tego miejsca nie zaszła żadna zmiana.

Poza tym, że przez jakiś czas Państwo ( w bardzo konkretnych osobach) zestrachane schowało się przed tłumem z krakowskiego Przedmieścia do nory. I dla ugłaskania go dokonało koncesji na jego rzecz. W postaci krzyża, który tam został ustawiony i nikomu nie przeszkadzał. Stanął tam może prawem kaduka ale, nie ruszany przez wszelkie majestaty mające do tego prawo albo i obowiązek, zasiedział się i stał prawem zwyczaju. Teraz, chcąc uszanować ten stan zwyczajem usankcjonowany, trzeba było wykazać szacunek wobec tych, którym ten serwitut przypadł.

Jeśli chce się czyjeś prawo w porządku demokratycznym ograniczać to wypadałoby to zrobić w sposób, który tej demokracji nie będzie urągał. Nie mnie sądzić co by mogło spełnić ten wymóg „nieurągania”. Jednak stało się tak, że jeden człowiek, nie pytając nikogo, nagle podjął decyzję. Bo już czuł ze może albo bo nie czuł, że akurat jemu (albo i nikomu) tak nie wypada. I stało się to, co się stało. Bo zabrakło dobrej woli, rozumu albo wyobraźni.

Nikomu nie przyszło do głowy by o sprawę zapytać. A właściwie prawie nikomu. Poza ekipą z czerskiej, która zapytała ostatnią osobę, której pytać należało.
Zabrzmi to może brutalnie szanowni państwo uosabiający Państwo ale jeśli zabrakło wam odwagi by strzec stanu prawnego wtedy gdy był on (jeśli był istotnie) łamany to nie dziwcie się, że teraz zbieracie owoce swego tchórzostwa. Przekombinowaliście panowie i nie szukajcie innych winnych poza wami samymi.

Prawda, że dziś jesteście, jak sugeruje pani Bortnowska, o tę jedną nauczkę mądrzejsi ale wątpię by to wam, i nam wiele pomogło i na wiele się zdało.

* http://wyborcza.pl/1,75248,8210096,Krzyz_zostaje__Anarchia_czy_roztropnosc_wladzy___.html#ixzz0vYqXfUgq

sobota, 31 lipca 2010

„Nie ma Polski, jesteśmy My”

Z Igorem Jankę polemizuje mi się o tyle ciekawie, że przeważnie podzielam jego opinie do których się odnoszę. Jednak zawsze znajduje się jakiś element nas różniący albo też uwiera mnie zbyt delikatny akcent, który przykłada on do pewnych aspektów.
Czwartkowy tekst Jankego „Polska jest jeszcze słabsza”* miał nieszczęście sąsiadować z kuriozalnym tekstem Tomasza Wołka „Cienka stalowa lina” i nie był w stanie przebić się mając przy boku coś, co przyciągało uwagę z taką siła jak g***o muchy.

W swym tekście, analizującym obecną sytuację naszego państwa, Igor Janke dokonuje odważnej ekspiacji i zarazem wiwisekcji przyczyn tego, co obserwujemy. Choć może robi to nieświadomie, pisze o tabloidyzacji naszego państwa do której ręki przykładają również media. Fragment:

„Najbardziej jednak wstrząsające jest dla mnie zachowanie mediów. Tych samych, które po 10 kwietnia umiały odnaleźć godne zdjęcia pary prezydenckiej. Ale kiedy można już było zdjąć czarno-białe fotografie zmarłych, na portalach szybko zagościła dobrze znana – i coraz bardziej ponura – twarz Janusza Palikota. Są takie portale i takie programy telewizyjne, w których poseł z Lublina gości niemal co dzień”

i opis zachowań dziennikarzy

„Przejmujący jest dla mnie widok maszerującego przez Sejm Palikota i pędzącej za nim bezmyślnej – właśnie tak koledzy dziennikarze: bezmyślnej – sfory młodych mężczyzn i kobiet z mikrofonami w rękach, którzy z jego warg gotowi są spijać każde słówko”

zajmują w tekście miejsca niewiele ale są, chyba obok intencji autora, znakomitym ukazaniem symptomu, który każe mi zanegować to, co o Polsce pisze Janke. Polska nie jest słaba. Jest znacznie gorzej.

Nie jest tak, że Polska to tabloid. Pasujący zarówno tym, który taki format wybrali by łatwiej im było panować nad opinia publiczną ani też opinii publicznej bo dzięki temu czuje się ona zwolniona z wysiłku wyciągania wniosków na podstawie tego, co wokół siebie widzi. Takie widzenie mocno spłyca to, co dzieje się z naszym państwem i z polityką tych co o władzę nad państwem walczą. To jeszcze nie byłoby najgorsze choć czynienie z Polski dekoracji dla jakiegoś politycznego „Big Brotheta”, w którym na światło dzienne wywleka się najbardziej nawet intymne szczegóły politycznego rzemiosła byłoby czymś obrzydliwym. Ale w tym jakaś Polska by jeszcze funkcjonowała.

Nie jest też tak, że mamy jakieś dwie Polski oddzielone od siebie niemożliwym do przebrnięcia pasem „ziemi niczyjej” zasiedlonej przez niezidentyfikowanych tubylców, którzy albo nie umieją albo nie mają ochoty dostrzec żadnej z tych „Polsk” stojących naprzeciw siebie i tak od siebie różnych. Taka sytuacja byłaby pewnie jakoś tam lepsza od tej tabloidowej bo dająca nadzieję na to że w wyniku zgody albo wyniszczającego konfliktu jakaś jedna Polska by się w końcu wyłoniła.

Myślę, że Polska z podmiotu stała się obecnie przedmiotem. Jakimś znalezionym naprędce z braku większej finezji uzasadnieniem dla slow i działań, które tak naprawdę służyć mają czemuś zupełnie innemu. Stanowi znakomite alibi dla okładających się z jej imieniem na ustach stron. A tak naprawdę majaczy gdzieś w oddali ustawiona daleko w kolejce priorytetów z którymi trzeba sobie poradzić.
Tekst Jankego jest o tyle cenny, że, dość co prawda delikatnie, pokazuje, że w ten taniec z Polską na ustach zaangażowali się prawie wszyscy. Poza masą tak zwanych zwykłych obywateli. Wszyscy, łącznie z tymi, którzy wobec takiego podejścia do przedmiotu sporu powinni pozostać absolutnie neutralni. Nie jest tak, że oni „obserwują uczestnicząco”. Oni uczestniczą z uśmiechem na ustach i bez najmniejszego wstydu.

Symptomatyczna dla Jankego sprawa odbioru słów i zachowań Palikota poszła zdecydowanie dalej niż to, co zechciał napisać Igor Janke. To już nie są analizy zachowań i próby demaskowania mechanizmu i celu ale wręcz próby egzegezy. I to nie tylko biłgorajskiego błazna ale całego wyrosłego na takim nawozie nurtu. To jest i Wojewódzki i Kora i Rylski i poznańskie „ósemki”. Coraz więcej wysiłku wkładane jest w to, by ewidentny polityczny bandytyzm stał się nie tylko usprawiedliwionym ale wręcz aprobowanym. I, z czego pewnie sobie ta grupa elity o wątpliwych kompetencjach intelektualnych sprawy nie zdaje, wystąpienia istnej powodzi klonów biłgorajskiego błazna w kolejnych kadencjach naszego parlamentu. Ale kogo obchodzi, że za kilka lat będzie tak a nie inaczej. „MY” to teraz i tu! Później się zobaczy. Albo i nie. Więc po co w ogóle zaprzątać swoją uwagę?

Teraz polityka zdominowana została przez wspomniane już wyżej „MY”. Przez interesy konkretnych ludzi, którzy nie starają się nawet udawać, że mają jakieś programy i idee. Ludzi, którzy bez ryzyka wyśmiania potrafią zapowiedzieć program naprawy finansów na lata 2010- 2013” w połowie roku 2010. To i tak zresztą dobrze bo mogliby to zrobić w 2013. Nikt by pewnie nic publicznie na to nie powiedział…

I za to winę ponoszą niestety głownie media. Nie „też” czy też „również” jak chce Janke ale przede wszystkim. Żeby podeprzeć swe twierdzenie wrócę do pewnego epizodu historii sprzed miesięcy czyli linczu „Dziennika” na katarynie i związanej z nim, pełnej hipokryzji akcji związanych wówczas z tamtą gazetą ludzi pod hasłem „stop chamstwu w sieci”. Jednym z elementów tej akcji był list otwarty, podpisany przez grupę osób publicznych. By upewnić się, że list i podpisy to rzecz od początku do końca prowadzone świadomie skontaktowałem się z sygnatariuszami pukając ich i o ten konkretny list i o cala sprawę w ogóle. Jedna z osób odpisała tak:

„Wszystko, nawet 10 przykazań, można wykorzystać dla swoich celów i dziennikarze są tu najlepszym przykładem. Za ogólny upadek obyczajów w dużym stopniu odpowiada prasa, i to bynajmniej nie ta brukowa.„


I jedni „MY” i drudzy (czy ilu by ich tam nie było) mają już całkiem jawnie swe „oddziały do walki propagandowej”. Jedne działają na pograniczu, starając się być jak najbliżej linii, za którą jest bezstronność a inne mają ją serdecznie gdzieś. Można to wyjaśnić oczywiście że to są tylko ludzie. Tylko co z tego, że w całym tym naszym bałaganie tak wielu ludzi skoro Polski już chyba nie ma. Poza tą tak często goszcząca na tych czy innych ustach.

* http://www.rp.pl/artykul/9133,514924_Janke__Jeszcze_slabsza_Polska.html

piątek, 30 lipca 2010

Nieoczekiwana zmiana ról („Smoleńsk głupcze!”)

Od kliku dni mam nieodparte wrażenie, że „w temacie zawłaszczania” katastrofy smoleńskiej następuje zmiana ról. Wbrew tytułowi ani ona nieoczekiwana ani, tym bardziej zadziwiająca. Ledwie zdążyliśmy się oswoić z narzucaną nam zewsząd myślą, że PiS i Kaczyński „będą grać” katastrofą a już okazuje się, że nastąpiło w tej sprawie zdecydowane przyspieszenie raczej z drugiej strony. Ożywiła się nie tylko prokuratura, będąca dotąd w sprawie smoleńskiej obdarzoną jednym z boskich atrybutów- trzeba było wierzyć, że istnieje choć nikt tego, że jest udowodnić nie był w stanie. Co więcej sprawą smoleńską nagle zainteresowały się inne czynniki oficjalne. Pierwsza (chwilowo) osoba w państwie z jakichś powodów zaczęła odczuwać pilną potrzebę wysłuchania tego co w sprawie katastrofy ma do powiedzenia szef prokuratorów. Podobna potrzebę zgłosiła, ustami pana posła Kalisza, sejmowa komisja sprawiedliwości. Ma ona oto nadzieję, że z prokuratorami pracującymi w tej sprawie będzie, w miarę potrzeb, spotykać się częściej.

Panu Marszałkowi Schetynie nadto zależy nagle, by to spotkanie, z którego tak cieszył się poseł Kalisz, było dostępne dla mediów.

„- Żeby posłowie mogli porozmawiać o problemach, które wiążą się z prowadzonym postępowaniem, żeby wysłuchali informacji i prokuratora Seremeta, i prokuratorów, którzy postępowanie prowadzą „

Nie wiem czy posłowie to takie psy Pawłowa którym na widok kamer i mikrofonów zaczynają buzować ślinianki i natychmiast rozwiązują się języki.
Pan Marszałek rzecz widzi jak najbardziej optymistycznie

„Mam nadzieję, że będziemy świadkami takiej dobrej, pełnej, rzetelnej polityki informacyjnej, obok prowadzonego postępowania”

Ja zaś zastanawiam się nad dwiema rzeczami. Zarówno pan marszałek jak i pan Kalisz- przewodniczący tyle razy w sprawie katastrofy i śledztwa smoleńskiego się wypowiadali, że można było odnieść wrażenie, iż o sprawie wiedzą wszystko albo i więcej. Druga rzecz wynika z faktu, że rzecz dzieje się nie 11 kwietnia czy choćby kilka dni po katastrofie lecz z okładem trzy miesiące później. Jak wiadomo takie przesunięcia w czasie zawsze sugerują a wręcz narzucają myśl o jakiejś koincydencji, która determinuje jakieś nagłe zwroty akcji czy przypływy bądź odpływy zainteresowania. Cóż zatem mogło spowodować, że jeden z najwyższych funkcjonariuszy państwa a do niedawna rządzącej partii, która dotąd do upadłego niemal apelowała by „zostawić śledztwo prokuratorom” nagle dostał takiej informacyjnej biegunki?

Wygląda na to, że Platforma Obywatelska ma zamiar „zagrać trumnami”, „iść po trupach do celu” i co tam się jeszcze w jej kręgach z fajnych powiedzonek nie urodziło, nie bez przyczyny. Takie „granie trumnami” jest chyba fajniejsze niż konieczność tłumaczenia się ze swej kompletnej impotencji w kwestiach merytorycznych. Tych, co to je nam Tusk publicznie z trybuny sejmowej obiecywał zapewniając, że zrobią to „by żyło się lepiej”. Wszystko wskazuje na to, że lepiej to już się nam pożyło i teraz trzeba będzie za to uiścić rachunek. Nasi czołowi rachmistrze już obliczą ile. Przy tej muzyczce, co ją Schetyna starał się dogadać z Seremetem ma nam zapewne ciśnienie mniej skoczyć.

Moim skromnym zdaniem ten „smoleński zwrot” Platformy Obywatelskiej to ewidentny sygnał pokazujący jak bardzo gorzej sprawy się mają od tego, co się nam sączy w gazetach. Gazety też w końcu „najbardziej zaufanych towarzyszy” skierowały na front walki o „smoleńska prawdę”. Więc nie dziwmy się, że w prasie i mediach elektronicznych największym zmartwieniem ciągle jest stan psychiczny Prezesa PiS a nie stan naszej gospodarki i potencjalny stan psychiczny Polaków jak wreszcie pojmą że nasi „fachowcy” od „nawozów i od świata” przez te trzy lata ordynarnie i ostentacyjnie dymali ich w przepięknie prezentującym się sztafażu tak zwanej „zielonej wyspy”.

Nie wiem czy dymanie Narodu kwalifikuje się do uznania za zboczenie. Widać jednak może być za to uznane skoro wiara z PO woli być jednaj nekrofilami niż narodoj****ami. Tak więc nie pozostaje mi nic innego powiedzieć narodowi jak tylko to, by trzymał się za portfele. Po właśnie zaczyna się zachowywać jak kieszonkowiec, który wybrał się na pogrzeb by w tłumie się obłowić licząc, że przy żałobie nikt o kieszeni myśleć nie będzie.

* Cytaty za: http://wiadomosci.onet.pl/2203695,11,spotkanie_schetyny_z_seremetem,item.html

czwartek, 29 lipca 2010

Hierarchia wartości czyli tekst pozornie zabawny.

Znalazłem w „Wyborczej” informację że oto powstaje komisja śledcza, która ma zbadać, czemu podczas ostatnich wyborów wyniki badań sondażowych poszczególnych firm działających na rynku i wynajętych w tamtych okolicznościach tak bardzo rozminęły się z rzeczywistymi preferencjami wyborców. Jeszcze nie przeczytałem do końca a już mną ta wiadomość wstrząsnęła. Bo z niej mi wyszło co tak naprawdę w naszej (tu mi się omal „ludowej” chyba z przyzwyczajenia podświadomego albo może z jasnowidzenia nie napisało) Ojczyźnie jest priorytetowe i najważniejsze. Wcale nie to, że jakiś tam samolot z jakimiś tam prezydentami, marszałkami i generałami jebutnął o ziemię i poszedł w drzazgi tylko że się wynik badania opinii paru firmom i paru telewizjom o te paręnaście procent jebutnął. To przecież oczywiste. Tamtym z samolotu rzecz jasna już wszystko jedno a w tym drugim przypadku ile nerwów żywym można by zaoszczędzić na przyszłość! Kto pamięta choćby zwycięski sztab i te oczy wytrzeszczone jak, za przeproszeniem, u kota srającego w sieczkę, z niepokoju czy będzie ta następna tura czy nie będzie, ten nie ma wątpliwości, że nie można nikogo na taki los więcej skazywać.
Tedy samolotowi mówimy nie a kotu z sieczką tak. I robimy komisję. Już widzę jak przed nią stają oczywiście niewinni prezesi różnych OBOP-ów i innych PBS DGA. Jak tłumaczą się że to i śmo a w ogóle że wszystko przez ten podły nawyk społeczeństwa co to albo prawdy nie mówi albo tak się przeciwko firmom rzeczonym zmówiło że na wybory idą nie ci, do których one, te firmy, akurat wcześniej zadzwoniły. No jak tak można?! I przez to wynik się wypacza. No bo miał iść Janek i popierać Koszałka a poszedł Franek wybrać Opałka. I nie pozostanie komisji śledczej nic innego jak wziąć i przesłuchać te ponad 20 milionów obywateli! Podoręczać im wezwania (kto nadąży z lizaniem znaczków?), zaprzysiąc wszystkich, co z nas uczyni najbardziej zaprzysięgły naród na świecie i pytać! Ponieważ z pozoru rzecz wydaje się beznadziejna sugeruję sięgnięcie do sprawdzonych wzorów. Wedle wydanej w czasach imperatora Piotra I instrukcji dotyczącej przesłuchania świadków (sic!) „korzystnie jest go zaraz gdy wejdzie mocno znienacka kijem w głowę zdzielić od czego ten zwykle zdumionym bywa” i za nic nie ma już ochoty kręcić ani zatajać. Można by nie bawić się detalicznie lecz już teraz zacząć hurtowo „zdumiewać” obywateli.
I bez wahania zaraz takiego „zdumionego” pytać o to czemu przeszacował Bronka albo niedoszacował Jarka. Albo też pytać czemu mówił tak a głosował siak.
I po czymś takim nie tylko jasne będzie, że naród pojął nie tylko jak ma nie postępować przy najbliższych wyborach ale i to, że czegoś tam od niego Ojczyzna jednak oczekuje. Jeśli nie chce on więcej być „wielce zdumionym”.
Dopiero dalsza lektura z tego snu o III Rze… czpospolitej mnie wyrwała brutalnie. Okazało się, że z dociekliwością Państwa, uosabianego przez (póki co) łaskawie nam panujących nie ma to nic wspólnego. To firmy, co tyle krwi w tę noc sukcesu napsuły naszym szanownie panującym, „w trosce o satysfakcję i zadowolenie klientów” same z siebie zdecydowały, że to, iż się im tak okrutnie jebutnęło, musi zbadać niezależna komisja. Wedle słów prezesa OFBOR ( co to jest?) Janusza Durlika taka kontrola to w Polsce precedens. Że ktoś się sam skontroluje… No, myślę… Jak mówi Prezes Durlik- „Jesteśmy gotowi przyjąć złe i dobre wyroki. Wokół badań wyborczych narosło wiele problemów.”* Zabrzmiało to jak „morituri salutant”.
Znów naszła mnie wizja, w której do Narodu decyduje się przemówić sam Tusk- Premier zwracając się tymi słowy: „Jesteśmy gotowi przyjąć złe i dobre wyroki. Wokół katastrofy smoleńskiej narosło wiele problemów” i zapowiada powołanie komisji, która zbada wszystkie aspekty sprawy. Ale zaraz sam się z siebie śmiać zacząłem bo czymże jest jakiś tam samolot z prezydentami, marszałkami i generałami co to się o jakąś tam brzózkę w jakimś tam Smoleński zahaczył przy tym że Premier miał w tamten wieczór oczy kota srającego w sieczkę i cały naród to widział!

* Pomysł i cytat za: http://wyborcza.pl/1,75248,8189240,Niezalezna_komisja_zbada_metodologie_sondazy_przedwyborczych.html#ixzz0v4CJ1UMI

To jest najważniejsze.(wybory)

Wczorajsza decyzja sądu zamykająca ostatecznie możliwość dochodzenia prawdy o śmierci Grzegorza Przemyka wbrew pozorom i zapewne przekonaniu większości obserwatorów nabrała przez to osobliwie niezwykłej aktualności. I, mimo tego zadekretowanego przedawnienia powinna mocno usadowić się nie w naszej historii a w świadomości dzisiejszych polityków opozycji.

Od końca kampanii prezydenckiej Prawo i Sprawiedliwość nie ukrywa, że dla tego ugrupowania najważniejsza jest sprawa wyjaśnienia okoliczności katastrofy smoleńskiej. Jest to oczywiste i jak najbardziej celnie nazywane moralnym imperatywem. Ale jest to oczywiste w sposób, który już absolutnie nieoczywiście determinuje działania głównych polityków tej partii. To, co stanowi w chwili obecnej determinantę aktywności PiS-u nie może być nagle PiS-em w ogóle. Nie może być strategią taktyka i wszystkim innym. Powinna być przede wszystkim siłą napędową podstawowego celu tej partii na najbliższych kilkanaście miesięcy. Stanowic determinacje do tego by zrobić wszystko aby wybory w 2011 wygrać.

Jeśli naprawdę Jarosław Kaczyński i jego otoczenie chcą prawdziwej wiedzy i rozliczenia wynikających z niej wniosków powinni zacisnąć zęby i przeć do wyborczego zwycięstwa. Za wszelka cenę określoną granicami prawa i przyzwoitości.
Sprawa Przemyka pokazuje najdobitniej, iż nadzieje na to, że ludzie mogący w jakikolwiek sposób odpowiadać za dopuszczenie do zajścia będą zainteresowani rzetelnym jego wyjaśnieniem jest skrajną naiwnością. Jeśli cokolwiek zrobią rzetelnie to po sobie pozamiatają. Bezkarność morderców Grzegorza Przemyka to wypadkowa czasu jaki na to tamci dostali. Tego, że przez wiele lat gwałcona była zasada iż nikt we własnej sprawie sadzić nie powinien.

Jestem pewien, że jakiekolwiek działania PiS w kierunku odkrycia i ujawnienia prawdy o tragedii smoleńskiej z pozycji opozycyjnego petenta proszącego o cokolwiek nie mają najmniejszych szans na powodzenie. I nie ma tu większego znaczenia nieszczęsny falstart Macierewicza determinujący w przyszłości falstarty kolejne wedle logiki pospiesznej chęci rehabilitacji czymkolwiek. Na jego miejscu każdy by się zapewne potknął.

Konferencja Seremeta w oczywisty sposób pokazała jak dalekie od prawdy buły zapewnienia ministrów rządu i samego Premiera. To zaś bez wątpliwości wskazuje na to, że słowa i działania reprezentantów rządu w pierwszych godzinach czy dniach po katastrofie były panicznym przykrywaniem czegoś, co nie koniecznie o tej ekipie mogłoby świadczyć. Nie sądzę by teraz podejście tamtych ludzi zmieniło się. A jeśli tak właśnie jest to pozostawanie ich w tym miejscu, w którym sa teraz jest najlepszą metodą by za jakiś, pewnie dość długi czas, usłyszeć podobne słowa jakiegoś sądu jak w sprawie Grzegorza Przemyka.

Determinacja ekipy Tuska by przekonać społeczeństwo iż w Smoleńsku nie stało się nic godnego uwagi jest tak wielka, że samo nasuwa się podejrzenie, że równie wielki jest strach, że ludzie uznają inaczej.

Póki co działania takie, jakie zaprezentował Macierewicz pomagają w tym niezawodnie.
Dlatego mam obawy jak to się wszystko może skończyć i dlatego też uważam, że PiS powinien czym prędzej zmienić priorytety. Nie powinien zapominać, że cele osiąga się środkami. Cel sam w sobie traktowany jako środek to ewidentny brak koncepcji i równocześnie brak umiejętności prowadzenia skutecznej walki.

Nie mam nic przeciwko temu by celem PiS. oczywiście w żadnym wypadku jedynym, stało się wyjaśnienie katastrofy w Smoleńsku. Wbrew dobremu samopoczuciu ekipy Tuska świadczącemu o tym, że po nich i po ich szefie nie takie sprawy potrafią spłynąć, jest to rzecz niebywale doniosła i dla funkcjonowania państwa wręcz podstawowa. Ale środkiem do osiągnięcia tego celu mogą być tylko wygrane wybory. I to wygrane w najszybszym możliwym terminie. By dać jak najmniej czasu na zamiatanie.

środa, 28 lipca 2010

Platformo, gdybyś ty chociaż gotować umiała… (kilka dygresji)

Z platformą Obywatelska i politycznymi salonami było tak, jak z eMaITi i murzyńskim nastolatkiem. Choć młodzian ledwie pisał i czytał i pewnym było, że nie tylko prochu ale nawet koła nie wymyśli to został przyjęty na tę szalenie prestiżowa uczelnię. Miał bowiem talent koszykarski i była szansa że dzięki niemu szacowna ta uczelnia zagra w finale stanowym albo i krajowym.

Od początku było wiadomo, że PO to taki miszmasz programowy i ideowy że nie można na niego patrzeć nawet jak na namiastkę „wielkiego kompromisu” i trzeba było zacisnąć usta i poprzeć Tuska choć „salon” pewnie wolałby na tym miejscu Cimoszewicza tak, jak ongiś Gierek w Watykanie Babiucha*. A za uspokojenie sumień tych wszystkich światłych, co musieli (!) poprzeć w pakiecie i Gowina i Komorowskiego służyła ta wymówka, że Platforma na kilku rzeczach się zna a już z pewnością na gospodarce. W końcu przecież Tusk parę kominów pomalował a później dobroczynnie wydał książkę z której zyskiem z potrzebującymi dziećmi podzielił się fifty- fifty. Pewnie sam tez był potrzebujący…

Tyle, że jak przyszło co do czego to „znanie się” jakoś tak nie za specjalnie Tuskowi i ekipie szło. Oczywiście nie szło bo straszliwą ilość ustaw (kilkanaście jakieś) wetował „oszalały prezydent” a jak już jaka ustawa przez ten szał wetowania się przebiła to okazywało się zazwyczaj, że przygotować musieli ją chyba tworzyć jacyś „znawcy od nawozów i od świata” ** bo potem była zazwyczaj kupa śmiechu albo „mądrych” analiz wyjaśniających „co się zdarzy w Gwatemali za trzy lata”.

I nagle ta fachowość zabłysła nie tylko na naszym rodzimym poletku ale rozlała się po Europie jak jaka zielona plama na czerwonym morzu. Kryzys trawił kontynent a nasi specjaliści „od nawozów” chodzili z podniesionymi głowami dumnie tłumacząc jak to poradzili sobie a cała reszta nie. A naród patrzył z miłością zachwycony tym, że nad ich portfelami straż zaciągnął osobiście Tusk Donald ze swym ministrem Vincentem.
Po czym nagle wszystko się zmieniło na lepsze. Kryzys się skończył, a ten co blokował odszedł w niepamięć lub na wieczną pamięć (w zależności…) a jego miejsce zajął taki co prędzej se serce zablokuje niż cokolwiek Donaldowi.

I na to znów nasi „czterej panowie od nawozów i od świata” pokazali że się znają. Kiedy wreszcie świat zaczyna coraz pełniejszą piersią oddychać po tej dusznicy co ja im kryzys sprezentował oni nagle oświadczają, że… nie jest dobrze. Choć przecież jest ponoć jak cholera. A więc jest dobrze ale nie jest i trzeba lekko się poddusić. By skołowany obywatel pojął to, że w kryzysie nie musiał a teraz owszem klarują mu, że wtedy dali nam taki „pakiet stymulacyjny” a teraz, jak już jesteśmy wystarczająco stymulowani to „ubytki w dochodach” trzeba odrobić. Bo, jak mówi osoba zbili zona do samego gara, gdzie się nam wszystko pichci „Wszyscy wiemy, jaka jest sytuacja. Zmagamy się z wysokim deficytem i rosnącym zadłużeniem. Wiemy, w jakim garnku gotujemy. Musimy się zastanowić, jakie przyprawy do niego wsypiemy, mniej czy bardziej smakowite.”*** Ta kulinarna przenośnia pięknie mi się i do tytułu i do planowanej puenty przypasował że aż mi się gęba śmieje. Choć w zasadzie nie ma do czego. Bo przecież teraz już co nie podadzą to będzie. Szał wetowania się skończył i znakomite ustawy Po wreszcie mogą ujrzeć światło dzienne. Jak choćby ustawa i IPN, co to ją elekt podpisał niemal na trumnie poprzednika a już ja ponoć trzeci raz trzeba nowelizować bo tak się nie da i już…

Ostatnia nadzieją Platformy na to, że nie rozpędza się z tym swoim procedowaniem w celu czynienia z nas szczęśliwszych i żyjących jakoś tak lżej, głownie dzięki lżejszym portfelom, i nie będą się później z tego tłumaczyć że „ten zły Kaczyński się zabił zamiast wetować jak należy” okazuje się znienacka pan Marszałka Schetyna Grzegorz co jak usłyszał, że nas przestaną stymulować bo już się dość nawyspowalismy w zieleni i teraz chcą nam za to wystawić rachunek to z miejsca wpadł chyba w szał wetowania! Zapowiedział, że „to jest ostateczność w trudnych czasach kryzysu gospodarczego”****. No wariat! Jakie trudne czasy?! Jaki kryzys!? Przecież jeszcze 4 lipca byliśmy „tygrysem Europy”! A nawet dwoma na raz!

Wychodzi więc na to, że całe te nadzieje pokładane w tym romansie z przymusu, od kilku lat tlącym się między Platformą i warszawskimi salonami, co to by wolały w Watykanie Tischnera a u stery już to mazowieckiego już to Cimoszewicza jest jak w pewnym rysunku satyrycznym. Siedzi sobie na nim baca przytulony do robiącej do niego z jakichś powodów maślane oczy owieczki i mówi do niej jakoś tak z pomieszaniem czułości i rezygnacji „gdybyś ty jeszcze gotować umiała…”

Tak to jest szanowna Platformo 500 dni. Gdybyś ty jeszcze gotować umiała…

* To z dowcipu o Gierku pytanym czy zadowolony jest z wyboru Wojtyły na papieża.
** J. Kleyff „Telewizja”
*** http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,8180882,Podatki_pojda_w_gore_by_ratowac_budzet_.html
**** http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,8181765,Grzegorz_Schetyna__Podwyzka_podatkow_to_ostatecznosc.html