Zastanawiałem się nad tym, czy nie zakończyć tytułu znakiem zapytania. Bez niego wszystko wygląda od razu jakoś tak straszniej. I beznadziejniej…
Tekst będzie o czymś, co dla mnie jest kolejnym sygnałem jak bardzo zmienił Polskę obecny czas i jak bardzo jest on destrukcyjny nawet dla czegoś, co wydawało się opoką nie do skruszenia. I co przegrywa za sprawą ludzi małych, którzy nie są godni być choćby cieniami swych wielkich poprzedników.
Przy okazji pokażę, że czasem warto zaglądać tam, gdzie wielu nie zajrzy. Bywają tam rzeczy nadzwyczaj godne uwagi. Szczególnie, że tam temu i owemu potrafią puścić hamulce albo oczy zajść mgła samouwielbienia zaś efektem tego są słowa, które zapewne nie powinny być słyszane wszędzie.
Pamiętamy, jakie wrażenie na znacznej części opinii publicznej zrobił swego czasu Andrzej Wajda ujawniając rzeczywisty stan „obiektywnych mediów”*. Na części bo inna część coś takiego uznała za rzecz oczywistą. Nie wiem czy z powodów bliskich sposobowi patrzenia pana Wajdy, który zdążył się opatrzyć na media, które były wyłącznie „zaprzyjaźnione”.
Ale o tym co i gdzie znalazłem, za chwilę. Zacznę od istotnej, choć dla mnie brzmiącej zastanawiająco. Bo sprawiającej wrażenie całkowitego wyobcowania z realiów, braku zrozumienia tego, o czym się mówi.
"Ja codziennie się modlę za te ofiary wielkiego nieszczęścia, i tak też się będę modlił. Tylko proszę pamiętać, że nie pójdę na żadne upolitycznienie tego, bo to jest niegodne ofiary tych ludzi. Jeżeli ktoś będzie chciał to upolitycznić, to zatracił ducha chrześcijańskiego. […] W Polsce szacunek dla zmarłych był ogromny. Na śmierci brata, siostry czy ojca nie możemy zbijać pseudokapitału politycznego, bo to jest pogarda dla zmarłych, dla wartości ich życia i dla ich pracy, którą wnieśli dla naszego wspólnego dobra"**
Słowa Prymasa, arcybiskupa Józefa Kowalczyka wydają się w pierwszej chwili głosem rozsądku i oczywistym nawoływaniem do tego, by zaprowadzić harmonię w tym, w czym jej za sprawą czyjejś winy zabrakło. Tyle, że te piękne słowa, jeśli są oczywiście całkowicie szczere (czemu ta uwaga to dalej) wypływają z absolutnego braku rozeznania w sprawie. Jak czcigodny arcybiskup może nawoływać, by „nie upolityczniać”? Przecież ta sprawa jest „upolityczniona” od samego początku! I nie dlatego, że ktoś, komu na przykład (jak sugeruje całkowicie niepotrzebnie Prymas) zależy, by „ na śmierci brata[…] zbijać” jakiś „pseudokapitał polityczny”. Ona jest upolityczniona, rzeknę organicznie, z natury rzeczy. Bo i nie może być nieupolityczniona sprawa śmierci tak wielu tak istotnych dla polityki osób w momencie, gdy nie zna się jeszcze oczywistej i nie budzącej niczyich wątpliwości śmierci tych, za których arcybiskup „codziennie się modli”.
Tak więc coś, co miało być głębokie i mądre okazuje się być niemądre i zdradzać powierzchowność refleksji. Może powinienem być tym zdziwiony ale… nie jestem absolutnie. Nie jestem od czasu, gdy zadziwił mnie podobnym błędem optyki innych hierarcha. Jeśli mnie coś dziwi to właśnie ta powtarzalność takich właśnie postaw. Ale nie łączył bym ich w żadną budzącą niepokój czy podejrzenia całość.
Gdyby nie to, o czym wspomniałem wcześniej. Gdy mówiłem, że w niektórych, nieodwiedzanych przez nas miejscach wiele smakowitych rzeczy można usłyszeć i to oraz owo zobaczyć.
Przyznam, że na ów ślad wpadłem przypadkiem, goszcząc na stronie „Wyborczej”. Tam akurat jako temat główny był anonsowany materiał, zatytułowany : „Agnieszka Kublik i Kazimierz Kutz, cz. III, "Prawda może odwrócić się przeciwko PiS”***. Właściwie mogłem sobie odpuścić bo przecież wiem, że wedle Kutza oraz Kublik nie może być inaczej. Ale pokusiło mnie no bo jednak trzeba mieć szacunek i dla pani Kublik, i dla pana Kutza i, oczywiście, dla całej redakcji „Wyborczej” że z takim zapałem pracują nad tą prawdą, by wreszcie mogła się obrócić przeciwko PiS. Boję się, że może im się udać…
Ale w tym materiale znalazłem coś dużo ciekawszego. Można to obejrzeć samemu pod podanym linkiem. Tam są trzy odcinki rozmowy. Ja skupię się na ostatnim, bo tam, wedle mnie było najciekawiej. Całe „najciekawiej” czyli obszerny fragment przepisałem ze słuchu i zamieszczam w post scriptum pod tekstem. Sam zaś skupię się na fragmencie mniejszym. Pasującym do słów arcybiskupa a dla mnie przy tym zastanawiającym jako opis pewnego stanu spraw.
Pan Kutz, wyjaśniając mechanizm „odwracania się prawdy od PiS-u” pozwolił sobie przejść do konsekwencji, które sprowadzą na tę partię klęskę w najbliższych wyborach. Co ciekawe PiS przegra wcale nie dlatego, że się przeciwko niemu „prawda obróci” lecz dlatego, że się od niego odwróci Kościół. Może i tak. Ale nie to mną wstrząsnęło. Bo i nie jestem ani tak pyszny, by wiedzieć czy zaiste odwróci się czy nie odwróci i wolę poczekać i zobaczyć ani nie uważam, żeby odwrócenie się Kościoła miało aż takie znaczenie. Tyle, że nie wiem, czy nie odwróci się do kogoś innego oraz czemu miałby się odwracać. I to właśnie, że znawstwem objaśnił mi pan Kutz.
We fragmencie, który przeczytać można niżej a obejrzeć pod linkiem, padają następujące słowa:
Kutz– […] Więc rozejdzie się poparcie dla PiS-u. Już… już prymas powiedział ostatnio, że, nie można mieszać po… i tak dalej. Więc to będzie jakby nowe…
Kublik – Jest pan pewien, że PiS będzie tracił? Tak? Przez te miesiące?
Kutz- No… je.. jeśli nie będzie miał poparcia Kościoła… A wie pani, w tej chwili to się tak załatwia, ja znam te praktyki, że poszczególny biskup. Oczywiście, bo … ten który nie będzie zdeklarowanym, radiomaryjnym biskupem, to będzie dzwonił po tych wszystkich swoich proboszczach. Przecież to są proste rzeczy.
„Ja znam te praktyki… Przecież to są proste rzeczy”… W pierwszej chwili po usłyszeniu tego zapytałem siebie, czy ten, od kogo Kutz zna praktyki z telefonów biskupów, stal za plecami biskupa, który dzwonił czy też był gdzieś po drodze, między biskupem a „tymi wszystkimi swoimi proboszczami”.
Kiedy okazało się, że tacy jak Kutz „znają te praktyki” było dla mnie jasne, że abp Kowalczyk nie za bardzo miał wyjście. Radiomaryjny (czyli ogłupiały zapewne) chyba nie jest więc musiał parzę rzeczy ze sobą połączyć i widać mu wyszło, że skoro „praktyki są znane” to trzeba będzie dzwonić. No bo i to jeszcze, że żaden z niego Wyszyński. I nie mam na myśli wyłącznie niezłomności jego wielkiego poprzednika ale jego rozum.
Arcybiskup Kowalczyk najwyraźniej nie ma świadomości, co tak naprawdę zasugerował. Ani tego, że takimi sugestiami kłopot sprawi najbardziej sobie. I, co jest istotniejsze, Kociołowi.
Tak się bowiem składa, że nawet taki Kutz wie, że 10 kwietnia w Warszawie pojawią się tłumy. A w tych tłumach i takie tłumy, które nie będą (bo i nie da się na zdrowy rozum!) rozdzielić tej rocznicy i przywartej do niej polityki. I będą to ludzie, którzy tam, pod „prezydenckim płotem”, jak wyraziła się pani Kublik, połączą, czując że nie da się inaczej, modlitwę z polityką. Nie dlatego, żeby na śmierci czyjegoś brata, siostry czy ojca zbijać „pseudokapitał polityczny”. Lecz dlatego, że modlitwa będzie ich własnym wkładem w tę politykę, która przybrała w Smoleńsku postać tamtej tragedii.
I będzie musiał, przez swe głupie słowa i swą małą wyobraźnię dać znać w jakiś sposób, że ten tłum „zatracił ducha chrześcijańskiego”. Może trzeba będzie nas ekskomunikować, księże Prymasie…
Jeśli prześledzi się ostatnie koleje losu kościoła, trzeba na słowa Kutza patrzeć inaczej. Jako na słowa kogoś, kto wie, że z Kościołem został wreszcie zrobiony porządek. Za sprawą wielu działań, wielu osób. Ale i za sprawą takich lękliwych kapłanów jak biskupi Nycz i Kowalczyk, którzy dali nie tylko społeczeństwu ale i sobie wmówić, że oni i „ich proboszczowie”, obywatele tego Państwa, nie wskazani w żadnym miejscu ustawy zasadniczej jako wyłączeni z któregoś obywatelskiego prawa, nie mogą angażować się politycznie. Bo to trzeba zostawić wyłącznie jakimś etyczkom Środom, gorzelnikom z Biłgoraja, górniko- dziennikarzom Siwcom, przeróżnym siostrom - socjolożkom, specom od marketingu Filemonowiczom. No i Polskiemu Związkowi Działkowców!
Kiedy zastanawiam się nad tym jak się ma postawa Kowalczyka i Nycza do tego, jakie postawy dominowały wśród hierarchów w dużo straszniejszych czasach, myślę, że przyczyna jest oczywista. Niezłomność szanownych, obecnych książąt Kościoła poddana została ulubionej terapii obecnej władzy. Dokonano kastracji odwagi.I był to ewidentnie pierwszy skuteczny zabieg tego rodzaju w dziejach III RP.
* http://www.youtube.com/watch?v=wTYyXnH2zIg
** http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/320251,prymas-o-politycznym-wykorzystywaniu-tragedii-pogarda-dla-zmarlych.html
*** http://wyborcza.pl/10,82983,9051170,Agnieszka_Kublik_i_Kazimierz_Kutz__cz__III___Prawda.html
PS (spisany ze słuchu):
„Nową jakością będzie to, że Kościół, myślę, wyciągnie nauki z tego, co ostatnio zrobił przy wyborach, że się bezpośrednio wplątał w politykę. Że będzie miał wygodną sytuację żeby się wycofać i zająć się swoim papieżem, swoim świętym. Więc rozejdzie się poparcie dla PiS-u. Już… już prymas powiedział ostatnio, że, nie można mieszać po… i tak dalej. Więc to będzie jakby nowe… (Kublik – Jest pan pewien, że PiS będzie tracił? Tak? Przez te miesiące?). No… je.. jeśli nie będzie miał poparcia Kościoła… A wie pani, w tej chwili to się tak załatwia, ja znam te praktyki, że poszczególny biskup. Oczywiście, bo … ten który nie będzie zdeklarowanym, radiomaryjnym biskupem, to będzie dzwonił po tych wszystkich swoich proboszczach. Przecież to są proste rzeczy.
W każdym razie, moim zdaniem, zacznie się coś bardzo nowego, ale to będzie w wielkiej wszystko skali. Ja mówię, to będą epickie rze… segmenty. I wtedy, jak przejdziemy przez tą wielką wiosnę i przez tą beatyfikację, wejdziemy w prawdziwy okres wyborczy, ale będzie jakby trochę oczyszczona, bardziej wyraźna sytuacja, jeśli chodzi o… tego. I w związku z tym społeczeństwo, które przecież nie jest głupie, bo społeczeństwo nigdy nie dokonała złego wyboru w ważnych chwilach historycznych, będzie wiedziało, na kogo należy stawiać i być może w efekcie tego wszystkiego… i Palikot jest tylko jakby jaskółką tej całej sprawy, że będzie prawda i możliwość… i potrzeba powstania zupełnie nowej partii jako efektu tych doświadczeń tej czteroletniej, tak dramatycznej jakby w Polsce. (Kublik – Ale wybory wygra Platforma?). Ja myślę, że absolutnie tak.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą III RP. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą III RP. Pokaż wszystkie posty
sobota, 5 lutego 2011
środa, 8 grudnia 2010
Król Midas czyli III RP z gębą PRL-bis
Zachichotała wczoraj donośnie w Salonie24 III RP upiornym głosem PRL- nieboszczki. Zachichotała przy wtórze wielu, co by się jeszcze nie tak dawno zabić dali broniąc czci tej Rzeczpospolitej trzeciej gdyby jej kto choćby PRL-owskie korzenie próbował wypomnieć.
W największym stopniu ten chichot słychać było za sprawą Krzyśka Leskiego, który się uparł i zaciął i za nic nie zgadzał się pojąć ze protest przeciwko generałowi- bandycie bez dwóch zdań nawet i nieodłącznie łączy się z protestem przeciwko zapraszaniu generała- bandyty na pokoje Pałacu. Za nic nie docierało do niego ze przeciwko zapraszaniu generała protestuje się właśnie z tego (TEGO!) powodu że z niego bandyta. Uzyskał swą wzmożoną działalnością epistolarną i śledczą tyle tylko że się dowiedział iż Mirek, za którym goniąc dzień strawił podpisałby zapewne nawet niedbale na ścianie wysprejowane proste zdanie „J to ch***” bo mu o ducha a nie porządek w literkach chodziło.
A wszystko przez to, że się zapewne teraz Krzysiek zacukał w sprawie, czy iść tego wieczora pod willę czy nie iść bo jeszcze sobie kto pomyśli że mu nie o bandytę chodzi tylko o te pałacowe pokoje. A tam zapraszał przecież nie kto inny tylko demokratycznie wybrany prezydent III RP. Stąd ten jego dysonans co iść i nie iść zarazem podpowiada.
Za nim zaś już jakoś łatwo poszło. Szczególnie ciekawym jest obyczaj dodawania cudzysłowu do tych kombatantów (a więc od teraz „kombatantów”) co pod willą stawia się z obu powodów albo i tylko z tego pierwszego miast czerpać wzór z pana prezydenta. Ten kombatantem jest rasowym i bez cudzysłowu żadnego bo pojął bez problemu jak mu dobrze wtedy generał- bandyta zrobił. Zgoła jak ojciec troskliwy co to za pasa chwyci gdy mu pociecha się zbytnio rozbestwi. Spodziewać się więc możemy, że jak przyjdzie prezydentowi ochota nad bezpieczeństwem na ulicach się pochylić to „ludzi z miasta” zaprosi a jak odczuje potrzebę zadumania się nad kwestiami etycznymi to jak znalazł będzie dr. Kevorkian.
Ten rozkrok bolesny Krzysztofa to jednak taka figura gimnastyczna niepotrzebna zupełnie a chyba przecież dość bolesna. Powinien wiec raczej wziąć sobie do serca genialnie wręcz odkrywcze opisanie profilu wyborcy i zwolennika prezydenta Komorowskiego autorstwa Eumenesa. Wedle niego taki prawdziwy i nowoczesny zwolennik popiera Komorowskiego nie zgadzając się z tym co Komorowski robi. Podejście szalenie nowatorskie w opozycji do zwyczajów pisiorów niedzisiejszych co Kaczyńskiego popierają dlatego bo się głupi z tym co robi zgadzają.
A ja na tę groteskę patrzę ze smutkiem i zdumieniem. Na długo przedtem, zanim vox populi wyniósł Bronisława Komorowskiego tak wysoko jak wyniósł, pisałem nie raz, czasem niezbyt grzecznie, co o jego kompetencjach sądzę. Teraz widzę, że pewnych jego umiejętności bardzo nie doceniałem. Bo sztuką jest prawdziwą że się temu „prezydentowi wszystkich Polaków” co miał połączyć nas „zgodą co buduje”, nawet tam, pod willa na ul. Ikara udało nas podzielić. I to tak, że sobie po bratersku do gardeł skoczyliśmy.
Ma w rękach pan prezydent dar oczywisty co mi postać króla Midasa przywołuje. Takiego Midasa na opak po prawdzie… Bo czego nie dotknie to zaraz w g**** się zmieni
Szkoda Krzysiu twego gardła i zacięcia…
Ps. A o wkładzie Komorowskiego w budowę pomostu łączącego nierozdzielnie III RP z PRL jeszcze mam zamiar napisać.
W największym stopniu ten chichot słychać było za sprawą Krzyśka Leskiego, który się uparł i zaciął i za nic nie zgadzał się pojąć ze protest przeciwko generałowi- bandycie bez dwóch zdań nawet i nieodłącznie łączy się z protestem przeciwko zapraszaniu generała- bandyty na pokoje Pałacu. Za nic nie docierało do niego ze przeciwko zapraszaniu generała protestuje się właśnie z tego (TEGO!) powodu że z niego bandyta. Uzyskał swą wzmożoną działalnością epistolarną i śledczą tyle tylko że się dowiedział iż Mirek, za którym goniąc dzień strawił podpisałby zapewne nawet niedbale na ścianie wysprejowane proste zdanie „J to ch***” bo mu o ducha a nie porządek w literkach chodziło.
A wszystko przez to, że się zapewne teraz Krzysiek zacukał w sprawie, czy iść tego wieczora pod willę czy nie iść bo jeszcze sobie kto pomyśli że mu nie o bandytę chodzi tylko o te pałacowe pokoje. A tam zapraszał przecież nie kto inny tylko demokratycznie wybrany prezydent III RP. Stąd ten jego dysonans co iść i nie iść zarazem podpowiada.
Za nim zaś już jakoś łatwo poszło. Szczególnie ciekawym jest obyczaj dodawania cudzysłowu do tych kombatantów (a więc od teraz „kombatantów”) co pod willą stawia się z obu powodów albo i tylko z tego pierwszego miast czerpać wzór z pana prezydenta. Ten kombatantem jest rasowym i bez cudzysłowu żadnego bo pojął bez problemu jak mu dobrze wtedy generał- bandyta zrobił. Zgoła jak ojciec troskliwy co to za pasa chwyci gdy mu pociecha się zbytnio rozbestwi. Spodziewać się więc możemy, że jak przyjdzie prezydentowi ochota nad bezpieczeństwem na ulicach się pochylić to „ludzi z miasta” zaprosi a jak odczuje potrzebę zadumania się nad kwestiami etycznymi to jak znalazł będzie dr. Kevorkian.
Ten rozkrok bolesny Krzysztofa to jednak taka figura gimnastyczna niepotrzebna zupełnie a chyba przecież dość bolesna. Powinien wiec raczej wziąć sobie do serca genialnie wręcz odkrywcze opisanie profilu wyborcy i zwolennika prezydenta Komorowskiego autorstwa Eumenesa. Wedle niego taki prawdziwy i nowoczesny zwolennik popiera Komorowskiego nie zgadzając się z tym co Komorowski robi. Podejście szalenie nowatorskie w opozycji do zwyczajów pisiorów niedzisiejszych co Kaczyńskiego popierają dlatego bo się głupi z tym co robi zgadzają.
A ja na tę groteskę patrzę ze smutkiem i zdumieniem. Na długo przedtem, zanim vox populi wyniósł Bronisława Komorowskiego tak wysoko jak wyniósł, pisałem nie raz, czasem niezbyt grzecznie, co o jego kompetencjach sądzę. Teraz widzę, że pewnych jego umiejętności bardzo nie doceniałem. Bo sztuką jest prawdziwą że się temu „prezydentowi wszystkich Polaków” co miał połączyć nas „zgodą co buduje”, nawet tam, pod willa na ul. Ikara udało nas podzielić. I to tak, że sobie po bratersku do gardeł skoczyliśmy.
Ma w rękach pan prezydent dar oczywisty co mi postać króla Midasa przywołuje. Takiego Midasa na opak po prawdzie… Bo czego nie dotknie to zaraz w g**** się zmieni
Szkoda Krzysiu twego gardła i zacięcia…
Ps. A o wkładzie Komorowskiego w budowę pomostu łączącego nierozdzielnie III RP z PRL jeszcze mam zamiar napisać.
Etykiety:
III RP,
Jaruzelski,
Komorowski,
PRL
czwartek, 24 czerwca 2010
Urban jako metafora III RP.
Czasem w konstrukcjach stabilnych dochodzi do tąpnięć. Często za sprawą błędu ale bywa i tak, że nie da się znaleźć żadnej racjonalnej przyczyny. Ot, metafizyka…
Ocena III RP ostatnimi czasy stała się sprawą tak drażliwą że pokusić się o nią jest prawie tak niebezpiecznie jak próbować wziąć na logikę Holokaust. Łatwo znaleźć się na granicy grzechu śmiertelnego a nawet popełnić go. Chcący lub nie ale zawsze z pełna świadomością poniesionych konsekwencji.
Mamy teraz taki czas, w którym czy to sposób patrzenia czy też skłonność do krytyki istniejącego porządku uległy gwałtownemu stępieniu. Kto żyw uczy się okrągłych fraz by przypadkiem słuchacze, do których się będzie zwracać nie poczuli się urażeni ostrzejszymi akcentami a lista tematów niebezpiecznych wydłuża się i wydłuża… A dyskutujemy tylko na te bezpieczne i w przybliżeniu bezpieczne.
I całkiem to sprzeczne z oczekiwaniami tych, którzy maja świadomość tego, ze gra idzie o bardzo poważną stawkę. Znacznie poważniejszą niż tylko miejsce w głównym fotelu Rzeczpospolitej. To w końcu taki najprawdziwszy sondaż i plebiscyt oceniający dotychczasowe przewagi przyzwyczajanego od kilku lat wyłącznie do aplauzu szefa partii, która dotąd na fali wznoszącej robiła to, co chciała. Póki co, w granicach określonych prawem. Ten plebiscyt jest o tyle ważny, ze nie o prestiż jedynie w nim chodzi. Dla obu stron jasne jest, że wahadło wyborcze jest obecnie w tak nieokreślonym położeniu iż dalej może płynąc w jedna lub w drugą stronę. I właśnie ta strona, którą zobaczymy 4 lipca to najważniejsza informacja w tej całej aferze z przyszłymi prezydentami.
A jak wiadomo wahadło to cześć bardzo precyzyjnej maszynerii. Precyzyjnej i przez to wrażliwej na najmniejsze choćby zakłócenia. Chodzić przy niej trzeba na palcach.
I dlatego zaszokowany oglądałem wczoraj ten kawałek III RP w którym Jerzy Urban wypowiadała się na temat naszej demokracji i recenzował kandydatów ubiegających się o stanowisko jej pierwszego strażnika. A dominującym motywem narracji pana Urbana było zestawianie kandydatów z faszyzmem i Hitlerem.
Oglądałem zaszokowany i myślałem sobie „jakimże gównianym, państwem jest ta III RP jeśli jej obrońcą przed „faszyzmem” jest gość, którego wszyscy własną piersią broniący dotąd czci obecnego systemu i jego proweniencji powinni trzymać głęboko w ukryciu”. Nie ma chyba większej obelgi i większego zarzutu dla III RP i jej akuszerów niż zadowolona z siebie i sprawiająca wrażenie świeżo wyrwanej z błogostanu gęba Jerzego Urbana. Faceta, który powinien dożywotnio pozostawać w stanie infamii a, miast tego, doznawał, jak mało kto, rozkoszy pozbycia się totalitarnego chomąta. Mimo że ręki przykładał raczej do tego, by ono na naszych karkach pozostało jak najdłużej.
Mówcie sobie co chcecie ale to, co wczoraj zafundowała stacja TVN24 to krok tyle zdumiewający co znamienny. Okazało się, że w roku 2010 o losach bliskiej elekcji prezydenckiej ma zadecydować nie młody lewicowy wilczek cieszący się jeszcze tym, ze jest na „fali” i nie mający absolutnie świadomości wspólnego z Hitlerem upodobania do fotografii w otoczeniu dziatwy lecz nalany komunistyczny dygnitarz z czasów gdy ludzie ginęli za przyczyną „nieznanych sprawców”, przemieniony nagle w kapitalistę z milionami i sentymentem do lewicy.
Mimo całego obrzydzenia dla tego gościa warto było popatrzeć by znów wyostrzyć sobie sposób patrzenia na III RP. Jakoś tak zamajaczyła ona wczoraj z tym tłustym i bezczelnym pyskiem.
Ocena III RP ostatnimi czasy stała się sprawą tak drażliwą że pokusić się o nią jest prawie tak niebezpiecznie jak próbować wziąć na logikę Holokaust. Łatwo znaleźć się na granicy grzechu śmiertelnego a nawet popełnić go. Chcący lub nie ale zawsze z pełna świadomością poniesionych konsekwencji.
Mamy teraz taki czas, w którym czy to sposób patrzenia czy też skłonność do krytyki istniejącego porządku uległy gwałtownemu stępieniu. Kto żyw uczy się okrągłych fraz by przypadkiem słuchacze, do których się będzie zwracać nie poczuli się urażeni ostrzejszymi akcentami a lista tematów niebezpiecznych wydłuża się i wydłuża… A dyskutujemy tylko na te bezpieczne i w przybliżeniu bezpieczne.
I całkiem to sprzeczne z oczekiwaniami tych, którzy maja świadomość tego, ze gra idzie o bardzo poważną stawkę. Znacznie poważniejszą niż tylko miejsce w głównym fotelu Rzeczpospolitej. To w końcu taki najprawdziwszy sondaż i plebiscyt oceniający dotychczasowe przewagi przyzwyczajanego od kilku lat wyłącznie do aplauzu szefa partii, która dotąd na fali wznoszącej robiła to, co chciała. Póki co, w granicach określonych prawem. Ten plebiscyt jest o tyle ważny, ze nie o prestiż jedynie w nim chodzi. Dla obu stron jasne jest, że wahadło wyborcze jest obecnie w tak nieokreślonym położeniu iż dalej może płynąc w jedna lub w drugą stronę. I właśnie ta strona, którą zobaczymy 4 lipca to najważniejsza informacja w tej całej aferze z przyszłymi prezydentami.
A jak wiadomo wahadło to cześć bardzo precyzyjnej maszynerii. Precyzyjnej i przez to wrażliwej na najmniejsze choćby zakłócenia. Chodzić przy niej trzeba na palcach.
I dlatego zaszokowany oglądałem wczoraj ten kawałek III RP w którym Jerzy Urban wypowiadała się na temat naszej demokracji i recenzował kandydatów ubiegających się o stanowisko jej pierwszego strażnika. A dominującym motywem narracji pana Urbana było zestawianie kandydatów z faszyzmem i Hitlerem.
Oglądałem zaszokowany i myślałem sobie „jakimże gównianym, państwem jest ta III RP jeśli jej obrońcą przed „faszyzmem” jest gość, którego wszyscy własną piersią broniący dotąd czci obecnego systemu i jego proweniencji powinni trzymać głęboko w ukryciu”. Nie ma chyba większej obelgi i większego zarzutu dla III RP i jej akuszerów niż zadowolona z siebie i sprawiająca wrażenie świeżo wyrwanej z błogostanu gęba Jerzego Urbana. Faceta, który powinien dożywotnio pozostawać w stanie infamii a, miast tego, doznawał, jak mało kto, rozkoszy pozbycia się totalitarnego chomąta. Mimo że ręki przykładał raczej do tego, by ono na naszych karkach pozostało jak najdłużej.
Mówcie sobie co chcecie ale to, co wczoraj zafundowała stacja TVN24 to krok tyle zdumiewający co znamienny. Okazało się, że w roku 2010 o losach bliskiej elekcji prezydenckiej ma zadecydować nie młody lewicowy wilczek cieszący się jeszcze tym, ze jest na „fali” i nie mający absolutnie świadomości wspólnego z Hitlerem upodobania do fotografii w otoczeniu dziatwy lecz nalany komunistyczny dygnitarz z czasów gdy ludzie ginęli za przyczyną „nieznanych sprawców”, przemieniony nagle w kapitalistę z milionami i sentymentem do lewicy.
Mimo całego obrzydzenia dla tego gościa warto było popatrzeć by znów wyostrzyć sobie sposób patrzenia na III RP. Jakoś tak zamajaczyła ona wczoraj z tym tłustym i bezczelnym pyskiem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)