piątek, 8 czerwca 2012

Internacjonalizm (cała Warszawa na czerwono) – zapis choroby

Trudno nie pamiętać osobliwego stanu rzeczy z roku 2010, w którym pouczano nas kiedy, gdzie i jak należy i nie należy czcić pamięć, poglądowo pokazując to poprzez fachowe usuwanie z Krakowskiego Przedmieścia śladów pamięci. Wtedy to pojawił się apel, by naszą pamięć skanalizować i skierować na mogiły czerwonoarmiejców. Wyszło, że pamiętać o swoich jest be, wiocha i w ogóle zaś ta druga forma upamiętnienia jak najbardziej zasługuje na uznanie. W gazecie o tym pisali.
Można by o tym dziwnym stanie powoli zapominać, gdyby nie to, że gazeta nie za bardzo na to pozwala.
Jakiś czas temu mocno dyskutowano o tym, czy nasze zaczynające się właśnie „radosne święto sportu” powinno być wolne od polityki i sugerowano przy tym by w czasie jego trwania zapanował swoisty Pokój Boży między politycznymi oponentami. Sam Premier apelował by Polacy odpuścili sobie zakłócanie tej sportowej radości. Polacy, zdaje się, posłuchali. W każdym razie nie będzie na ulicach związkowców, górników, pielęgniarek… Będzie sportowa radość.
Nie znaczy to jednak, że na ulicach nastąpi kononowiczowskie „nie będzie niczego”. Wiadomo już, że w miejsce, które na apel samego Premiera zwolnili posłusznie wkurzeni Polacy, pakują się nasi bracia ze wschodu. Robią to z dużą determinacją. I nikt z naszego „kierownictwa partii i państwa”, tak wymagającego wobec rodaków nie odważył się apelować by sobie odpuścili, by też „cieszyli się tą doniosłą chwilą”. Odnoszę wrażenie, że po prostu brak im wyobraźni, pomysłu a może i odwagi, by powstrzymać tę wyglądającą w zapowiedziach coraz mniej zabawnie imprezę.
I tu znów pojawia się niezawodna gazeta. Piórem jednego z publicystów namawia byśmy… przyłączyli się do tego, co chcą organizować przybysze ze wschodu. Pomysł może i szlachetny, ale w kontekście gorących apeli byśmy sami stronili od czegoś w tym stylu wyglądający osobliwie. Bo wychodzi, ze braciom znad Wołgi więcej u nas wolno. I jeszcze na to, że jeśli chcemy sobie pomanifestować na ulicach w czasie „sportowego święta”, jedyną okazją będzie „święto Rosji”. Brzmi znakomicie!
Publicysta wspomniany tak się tą swoją wizją i tym konceptem rozgrzał, że sugeruje by niezadowoleni ze swego kraju Rosjanie mogli sobie w tej sprawie protesty urządzać u nas. Bo u nich restrykcje są takie ostre.
Jednym słowem my mamy się wstrzymać a oni wręcz przeciwnie.
Szkoda, ze ów publicysta nie zaproponował rozwiązania „krzyżowego”. Takiego, w którym w Warszawie będą sobie do woli manifestować Rosjanie a nasi, niezadowoleni z rządzącej ekipy powinni występować o zgodę na manifestacje do mera Moskwy. Byłoby jeszcze fajniej i jeszcze bardziej internacjonalistycznie.
Będą więc mogli wyrazić nasi bracia spoza gór i rzek swój sprzeciw „protest przeciwko brakowi miejsc w przedszkolach w Kaliningradzie”* Będą mieli sporo miejsca. Tym, którzy by u nas chcieli zaprotestować „przeciwko brakowi miejsc w przedszkolach” zalecono przecież, by nie robili teraz „wsi” i „bydła”.
Na koniec taka uwaga. Jeśli ktoś faktycznie jest przekonany, że warto słuchać tych internacjonalistycznych nawoływań z Czerskiej i skłonny „przyłączyć się” do zapowiadanego świętowania, niech się uda pod wspomniany przed chwila adres. Może mają tam stosowne, odświętne stroje. Takie, w których nie będzie się wyróżniać z tłumy. Ze stosownymi, kolekcjonerskimi symbolami, mężnie dzierżonymi spiżowymi dłońmi kołchoźnika i robotnicy.

środa, 6 czerwca 2012

W sprawie protestu – zdanie odrębne


Do protestu w Salonie24 nie przyłączyłem się. Ustaliłem to i wyjaśniłem w korespondencji z organizatorami.
Oczywiście bardzo przeszkadza mi zwijanie notek. Trudno, żeby nie przeszkadzało skoro jedna z notek znikała na moich oczach. I było to o tyle dziwne by nie rzec nonsensowne bo wspomniany tekst był wiernym cytatem komentarza blogerki RRK-i. I nic więcej nie zawierał. Może chodziło o to, że autor „milczał nienawistnie”?
Zatem czemu odmówiłem? Wskazałem inicjatorom protestu dwa z czterech ich postulatów, których poprzeć nie chciałem uznając, że są nie do przyjęcia. Przede wszystkim chodziło o pierwszy postulat: „Zaprzestanie promowania na SG słabych tekstów i miernych autorów.”
Nie, żeby mi nie zależało na poziomie Salonu24 i jakości piszących tu publicystów. Tyle, że piszę i jestem w Salonie już na tyle długo iż nie mam złudzeń, że pojęcia „słaby tekst” i „mierny autor” mają dość specyficzne znaczenie. Najczęściej „mierny autor” i „słaby tekst” to te i ci, którzy nie podzielają poglądów wystawiających takie oceny. Pewien jestem, że nie pojawił się w S24 żaden autor oraz tekst, któremu ktoś (choćby jeden) nie postawiłby powyższych zarzutów.
Z mojego punktu widzenia mało wdzięczna robota Adminów, czasem owocująca nieporozumieniami, to coś, co nazwę „mniejszym złem”. Potrafię sobie wyobrazić jak wyglądałby Salon24 gdybyśmy to my ich wyręczyli. Nie mam złudzeń co do tego.
I powód drugi. Ostatni postulat brzmiał „Żądamy uzyskania oficjalnej odpowiedzi władz S.24 na nasz protest”. Wyjaśniłem, że takie stawianie sprawy nie stworzy atmosfery sprzyjającej dyskusji. W jakiś sposób zmusza bowiem drugą stronę do ukorzenia się. Mało wygodna pozycja do rozmowy. Igor Janke zdobył się na to tym większy szacunek dla niego.

wtorek, 5 czerwca 2012

Platforma wznosi Piotrogród, kopie Biełomorkanał…

Dziś nawet mi się pisać nie chciało. Jednak zajrzałem do Salonu24 i znalazłem muzę. Przeczytałem tekst Lilou „Czerny dzień pisowszczyzny…”* i mi się od razu gęba zaśmiała i chęć życia wróciła.
Ów „poemat dla dorosłych”, trącający majakowszczyzną i zaangażowaną broniewszczyzną tak, że obaj mistrzowie niechybnie przysiedliby na piętach z wrażenia, posklejał mi ze sobą dwie rzeczywistości dając obraz, którego u nas nie oglądano od czasów, kiedy to „się mury pną do góry”. Obraz, którego esencji szukać należałoby gdzieś na obrzeżach Kanału Białomorskiego a inspiracji w zapale, z jakim Piotr Wielki wznosił Pitra na mokradłach.
Cieszę się, ze za sporawą radosnej twórczości koleżanki Lilou mogłem napisać dziś, dzień przez wielkim, choć w istocie durnym tryumfem pana Nowaka, rządu, pana Tuska i setek tysięcy zapatrzonych w nich akolitów w rodzaju składającej zręcznie białe strofy koleżanki. Niech się cieszą. Jutro przez ich mało mądry chichot radości mało co się zdoła przecisnąć.
Wątpię by ktokolwiek z nich był w stanie dotrzeć prawdziwą miarę tego sukcesu.
Taką, dzięki której zazgrzyta świadomość tego, ze u nas, pod przemożną władzą obecnej ekipy, Minister robić musi za ekonoma poganiającego stada roboli układających i wyklepujących drogę. Musi peregrynować po krajach ościennych w poszukiwaniu jakiejś tam „Grubej Berty”. I cały czas towarzyszy mu świadomość, że jego polityczna przyszłość i narodowa duma Polaków a w każdym razie doskonałe samopoczucie jego pryncypała i partyjnych kolegów zawieszone jest na 20- kilometrowej nitce asfaltu.
Mam się za patriotę a pewnie wielu widzi we mnie pisowca. Jak im z tym lepiej to proszę bardzo. Ale jakoś nie zauważyłem by ten dzień był dla mnie jakiś bardziej kiepski od innych. A jeśli nawet to bez wątpienia nie za sprawą „odcinka C” i popędzającego na nim ludzi ekonoma Nowaka. Mój patriotyzm jest z tych, którym do odczuwania dumy najmniej jest potrzebny Minister ganiający w gumofilcach wokół jakiejś tam „Grubej Berty” co to „od razu układa 4 metry asfaltu”. Mój patriotyzm jest tego gatunku,  że dumny byłby raczej z ministra, który NIE MUSIAŁBY WIEDZIEĆ ile ma „odcinek C” i w jakim jest stadium budowy. A zapytany o niego nie bałby się odpowiedzieć „To akurat nie moja sprawa tylko tych, którzy na budowę tego odcinka podpisali kontrakt i biorą za to pieniądze”. I potrafiący cisnąc „qrwą” stojąc gdzieś w korku z braku świadomości, ze jednak z „odcinkiem C” nie zdążono. I na tej „qurwie” z jego strony powinno się skończyć „w temacie autostrad”. Reszta należeć powinna do tych, co z uwagi na swą niską rangę za ekonomów robić jak najbardziej mogą.
Sytuacja w której po budowach uganiają się stada „Ministrów Nowaków” rang wszelakich, w której do rangi narodowych tragedii urastają a to „nie pasujące schody” a to „nie rozsuwający się dach” a niebo zasnute chmurami wyciska z oczu Ministra Nowaka łzy rozpaczy to oczywista żenada i powód co najmniej do zakłopotania każdego, kto ma jednak świadomość, że ów pan nie jest ani cieciem ani ekonomem na tej budowie tylko reprezentantem, rzec można uosobieniem  państwa, o którym jego kolega miał się przecież niedawno wyrazić, że „weszło do światowej pierwszej ligi”.
Sprowadzenie wszystkiego (całej naszej narodowej dumy) do spoconego pod pachami od „tempa budowy odcinka” Ministra Nowaka, do poematów w rodzaju przytoczonego i prasowych zachwytów nad „zakończonym odcinkiem”** przywołało mi na myśl właśnie ów Piter i ów Biełomorkanał. Choć bez wątpienia losy tych, co swą krwawicę wylewali pod Konotopą był setki razy lepszy niż tych co na swych kościach postawili dzieła Piotra Wielkiego i wujaszka Soso, schemat jakoś tak zdaje się podobny. Tu rośnie i rozkwita a tam, gdzie dziś nie ma zamiaru zaglądać żadna kamera, żaden żurnalista z mikrofonem lub choćby z nędznym notesem ukryte są dramaty. Oczywiście o tych żurnalistach przesadzam. Drążą temat i tylko dzięki temu widać ten ruski czy tam chiński rozmach pod hasłem „byle zdążyć”, okupiony bankructwami skopywanymi na zaplecze pod zdecydowanie cichszym hasłem „o tym później”.
O zbankrutowanych ofiarach naszego „cudu” autostradowo- stadionowego bez wątpienia usłyszymy. Tyle, że będzie to już po tym jak strzelą korki szampanów a cnota Platformy odetchnie z ulgą. I żadna tam Lilou nie napisze o nich poematu. Te są dla spiżowych piersi Nowaków, Tusków i innych dzieci Stachanowa i Korczagina.
Ps. A poemat koleżanki serdecznie polecam!!!!!

** http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,11866456,Autostrada_A2_ma_juz_asfalt__Ma_byc_przejezdna_na.htm

poniedziałek, 4 czerwca 2012

20 rocznica Michała Boniego

Kiedy czytam u pana Igora Janke „Sposób w jaki to zrobiono - i sama uchwała i jej realizacja i skutki, które sobą pociągnęły, były kompromitujące. To był klasyczny przykład tego, jak ważną i potrzebną rzecz można spaprać i oddać przeciwnikom wszystkie możliwe argumenty do ręki.”* burzy się we mnie nieco. Nieco bo równoważy to zaraz Piotr Zaremba przyjmując w „Rzeczpospolitej” w jakiejś części punkt widzenia Kaczyńskiego na temat tamtej próby lustracji  A jednak Kaczyński twierdzi, ze w tę awanturę wdać się należało, bo po upadku rządu Olszewskiego, który był już w tym momencie przesądzony, jednym z pierwszych działań nowego układu rządowego byłoby prawie na pewno ukrycie tych materiałów pod korcem.[…] Teza Kaczyńskiego jest taka: aby klasa polityczna poczuła się zmuszona zabrać się po 4 czerwca, ślamazarnie i bez entuzjazmu, do konstruowania normalnej procedury lustracyjnej, z sądowymi zabezpieczeniami, musiał się najpierw zdarzyć wstrząs. Łącznie z wszystkimi błędami i dwuznacznościami. Podzielałem ten punkt widzenia, a jeszcze mocniej podzielam go teraz.”**
Burzy się we mnie bo jakoś trudno mi przyjąć do wiadomości, że coś, co dane zostało oczom Zaremby zdołało umknąć dziecięcej naiwności Igora Janke.
I mam wielką ochotę odesłać pana Igora pod ministerstwo Cyfryzacji by sobie na żywo obejrzał, jakby mu przyfarciło, pomnik tamtego dnia i stosunku do niego III Rzeczpospolitej.
Z tamtego zamieszania pamiętam urywki ledwie. W śród nich i urywek bezczelnie szczerego tekstu w „Wyborczej”, prezentującego kulisy tamtej „nocnej zmiany”. Był to fragment rozmowy ówczesnych „gdańskich liberałów”, zwanych wtedy potocznie „aferłami”, którym przewodził pan Donald Tusk. Nie wiem czy on był jednym z dójki kablujących między Gdańskiem i Warszawą. Tekst przytoczę z pamięci:
- Uderzyli w dwóch naszych!
- To co? Przewracamy rząd?
Wtedy i teraz uderzał mnie całkowity brak zainteresowania tym, czy w owych „naszych” „uderzyli” słusznie czy bez dania racji. Nie wiem, nie chce mi się szukać kto był tym drugim. Wiadomo zaś że „uderzyli” w pana Michała Boniego. Wiadomo już też, że ze wszech miar „uderzyli” słusznie.
Wiadomo wreszcie, że ani to, że „uderzyli” ani to, że słusznie, panu Boniemu nie zaszkodziło. Nie przeszkodziło ani do dziś nie przeszkadza tym, co wtedy „przewracali rząd”.
I to jest najlepsza odpowiedź dla pana Igora, który w miejsce „kompromitacji” pewnie oczekiwał czegoś cywilizowanego.
Podzielam pogląd Kaczyńskiego/Zaremby, że gdyby nie tamta uchwała i jej „kompromitująca” realizacja, do dziś nie doczekalibyśmy, zamiennie, tylu ekspiacji pod hasłem „zmusili mnie, nie podjąłem współpracy, to była taka gra” towarzyszącej przyznaniu po latach, że „uderzali” pod właściwy adres lub przedziwnych zniknięć różnych ludzi z polityki zaraz po tym, gdy „ucywilizowano” lustrację.
Nie mam złudzeń, że gdyby nie trzeba było znaleźć formuły „czyszczenia” mniejszych i większych „Michałów Bonich”, nie byłoby lustracji do dziś. Nie tylko w tej kulawej formie, która pozwala uwolnić od zarzutu gościa, po którym zostały i odręczne raporty i pokwitowania odbioru forsy. Nie mieli byśmy żadnej. Za to mielibyśmy znacznie liczniejsze stado „bohaterów” obnoszących się ze swoją „czystością” i „martyrologią”.
Ktoś zapyta po co w ogóle lustracja i związana z nią wiedza. Po to samo, po co temu pytającemu zapytanie o karalność, gdy chce kogoś zatrudnić jako kasjera. Na wszelki wypadek. Przecież nikt mu nie broni przyjąć w takim charakterze kasiarza czy kieszonkowca. Ale lepiej wiedzieć, że mamy do czynienia z jednym lub drugim.
Smutnym epilogiem tamtej nocy jest dzisiejsze wyniesienie Michała Boniego. Gościa, który kiedyś okazał się tchórzem i kłamcą. Nie, nie mam na myśli momentu, w którym dał sobie wcisnąć w rękę długopis czy tam ołówek kopiowy i podpisał co sobie esbecy życzyli. Nie znam kontekstu a i sam nie wiem jak bym na jego miejscu się wtedy zachował. Nie byłem wszak na jego miejscu. Tchórzem okazał się gdy „zapomniał” później o tym powiedzieć. Czy to publicznie czy kolegom. Bo chyba im nie powiedział… Inaczej to „uderzyli w dwóch naszych” nabrałoby jeszcze innego wymiaru. Zdecydowanie bardziej koszmarnego.
Zatem pozostaje na dwudziestolecie tamtego „przewracania rządu” kontemplować twarz kłamcy i jego kolegów „przewracaczy”.
Tak , Panie Igorze, byłoby, gdyby tamtego dnia nie „spaprano” ważnej i potrzebnej rzeczy, podobnych twarzy znosić musielibyśmy znacznie więcej.

piątek, 1 czerwca 2012

Wziąć w d*** od Ruskich? Dać w d*** Ruskim?

Tak naprawdę teraz to powinno być naszym głównym problemem. A właściwie nie „naszym” lecz naszej władzy. Żadne tam protesty „Solidarności” czy, jak to ślicznie w swym języku pokoju określił „Bohater Związku Ra…” znaczy Platformy Obywatelskiej, Kaczyński „szykujący się do kolejnych awantur”. To oczywiście miałoby jakieś tam propagandowe konsekwencje, dobre lub niedobre dla „Polski” czyli Tuska i Platformy. Pod tym jednak warunkiem, że byłyby jedynymi „dymami” zakłócającymi „narodowe święto”.
Właściwie jak by się te „dymy” nie potoczyły, byłyby to oczywistym samograjem dla obecnej ekipy. Udałyby się- bezwzględnie zakłócić musiałyby czekający Naród „czas nieskrępowanej radości”. Nie udałyby się – szef „Solidarności” lub Kaczyński (zależy który by bardziej „zakłócał”) wyjść musiał na nieudacznika, który nawet „dymić” nie potrafi.
I mogło być tak pięknie. Znaczy strasznie. Ale pięknie zarazem.
Tyle, że „najpiękniejsza para polskiej sceny politycznej” w osobach Muchy i Nowaka musiała chyba nie wytrzymać ciśnienia związanego z oczekiwanie. Tak musiało im zależeć na tym pisowskim albo solidaruchowskim dymie, że postanowili zapobiec każdej próbie ich powstrzymania. Szczególnie gdy Kaczyński zdystansował się od zakłócania imprezy. Zdawalo się, że szczęście im sprzyja gdy nagle pojawiła się sprawa „rosyjskiej strefy kibica” na „Torwarze”. Nie wiem które pierwsze miało, jak się musiało wtedy im zdawać, „przebłysk geniuszu”. W każdym razie zasugerowano że PiS zlinczuje  Rosjan mieszkających w Bristolu sugerując by się Rosjanie trzymali od takich miejsc z daleka. I tu nasza „cudowna dwójka” popisała się absolutnym brakiem znajomości „rosyjskiej” czy tam „słowiańskiej duszy”. Kiedy mówisz Polakowi, Rosjaninowi, Serbowi, iż wiedziałeś, że nie skoczy z samolotu bez spadochronu odpowie oburzony „Co?! Ja nie skoczę?!” i będą to jego ostatnie słowa przez imponującym lotem nurkowym. Później już tylko zdąży wezwać Boga albo brzydko nazwać mamę.
Kiedy więc zasugerowano Rosjanom, że w warszawie czeka ich łomot, ci musieli pokazać, że łomot to raczej oni mogą spuścić. Szykuje się więc gigaprowokacja. Nie dość że nasze „święto sportu” uświetni ruski przemarsz przez Warszawę to jeszcze ponoć ma być to przemarsz bolszewików. Zaczerwienią się warszawskie drogi i mosty…
Czy Polacy patrząc na to zdołają utrzymać nerwy na wodzy?
A to nie ma najmniejszego znaczenia.
Psychologia tłumu jest niczym tsunami. Nie do przewidzenia i nie do opanowania. Jak już ruszą w to miasto w tych swoich sierpach i młotach (takie azjatyckie „stars and stripes”), cudem będzie jak ich nie poniesie.
I tu dopiero zaczyna się problem.
Bo jak już ich poniesie (a poniesie na bank) coś będzie trzeba zrobić. Bo jak nasza władza, co tak zacierała ręce na to bicie ruskich przez PiS, będzie liczyć na to, ze PiS sprawę załatwi, może się przeliczyć.
Trzeba będzie, panie Premierze, wypałować naszych szanownych sąsiadów z bliskiej pólnocy. Bo jak nie wypałuje Pan a oni będą robić rekonstrukcję historyczną „wyzwalania Warszawy”, nie wytłumaczycie się przed Narodem z bezczynności.
Jak nie będziecie bezczynni i spuścicie urzędowy i państwowy łomot „braciom”… Tu dopiero będzie!
Znając sprawność rosyjskiej propagandy i obserwując równocześnie „sukcesy” naszej dyplomacji pewien jestem, że na całym świecie będziemy przez dłuższy czas robić za skończonych bandytów. Staniemy się taką „miękką Syrią”.
Zatem teraz kpić, że Mucha pozwoliła na „sierpy i młoty” to i tak zbyt późna reakcja. Tym bardziej, że ma Mucha u Rusa taki posłuch jak jej mniejsze imienniczki. Co ma się stać, stanie się i pozostaje tylko wybrać, co nam się bardziej opłaca. Dać się Rusowi upokorzyć i pobić czy dać Rusowi i podłożyć się światu. Temu światu co to wujkom w rodzaju Soso i Włodźki Putina wybaczyć jest w stanie wiele. Ich wrogom wybaczyć nie jest w stanie.

środa, 30 maja 2012

Głupek i dyplomatołki

W tej naprawdę niezbyt skomplikowanej dyplomatycznej aferze nie popisała się żadna ze stron.

Prezydent Obama  rzeczywiście zaliczył wtopę i skompromitował się dosyć ale w zasadzie tylko w naszych oczach. Nie mówię już nawet o reszcie świata ale lwia część amerykańskich obywateli nie byłaby w stanie załapać o co w ogóle w tym wszystkim chodzi. Oczywiście gdyby ich to w ogóle cokolwiek obeszło. Tak naprawdę mają gdzieś i to, że nas zabolało („gdzie, the fuck, jest ta Poland czy tam Holand?!”) jak i to kto i dla kogo wzniósł Auschwitz i inne takie.

I tu określenie odpowiedzialnych za taki stan rzeczy już nie jest takie oczywiste. Bo za ulokowanie naszych pretensji w anusach Jankesów odpowiada zarówno amerykański system edukacji, wypuszczający kolejnych Prezydentów z widocznymi brakami wiedzy, kampania przeciw „zniesławieniu” relatywizująca winę oraz nasze wieloletnie zaniedbania hodujące stereotypy.

Sprawa niedoinformowanego wodza atomowych guzików tak naprawdę sprowadza się do tego, że płacił za obsługę swego wizerunku jakiemuś niekompetentnemu durniowi.

Jednak na tym stwierdzeniu sprawy zakończyć niestety się nie da. Miała ona przecież swój dalszy ciąg, który, choć odbywał się w sferze relacji międzynarodowych, trudno określić mianem dyplomacji.

Popis oczywistej „amatorki” rozpoczął Minister Spraw Zagranicznych Rzeczpospolitej Polskiej Radek (tak, tak się tam nazywa) Sikorski serwujący publicznie, co bardzo istotne jeszcze przez ogłoszeniem oficjalnego stanowiska Polski, w swoim stylu na swoim ulubionym Tweeterze (ZABRAĆ RADKU TWEETER!!!!!) pod adresem szefa „zaprzyjaźnionego mocarstwa” coś o „ignorancji i niekompetencji”*. Mogło to oczywiście  pozostać jednostkowym wyskokiem, którego tacy Jankesi pewnie by nie zauważyli. Niestety jego szef, który miał nieco czasu, żeby ubrać wszystko w „dyplomację” pozwolił sobie polecieć jeszcze bardziej. „Wczorajsze słowa o polskich obozach dotknęły wszystkich Polaków. Zawsze reagujemy, gdy ignorancja, niewiedza, czy zła wola doprowadza do fałszowania historii. To dla Polski, dla naszego państwa, ale i wszystkich rodaków sprawa, obok której nie możemy przejść obojętnie i akceptować tego typu słów, nawet gdy wypowiada je przywództwa mocarstwa. Od przyjaciół oczekujemy staranności i szacunku”.**



Oczywiście Obama i jego ekipa, w taki ludzki, obiektywny sposób zasłużyli sobie na takie oceny. I gdyby taki rosemann wypalił o Obamie coś o ignorancji, niewiedzy i złej woli, jakoś by uszło. Nawet gdyby raczył nazwać pana Obamę „złamasem” też z tego nic by nie wynikło. Pod warunkiem, że nasze ABW nie popisałoby się jakąś nadgorliwością.

W dyplomacji, szczególnie zaś między „zaprzyjaźnionymi” krajami nie tak się podobne sprawy załatwia. Nie między „sojusznikami”!

W takich sytuacjach powściągliwość nie zawadzi a dosadność i ostentacja nie zawsze popłaca.

W tej konkretnej sprawie widać to zresztą doskonale. Jak wiadomo pierwszym kandydatem do odebrania przyznanego Karskiemu medalu był Wałęsa. Okazało się jednak, że Obama nie zapomniał, jak nasz Noblista „nie miał dla niego czasu” podczas wizyty Prezydenta w Polsce.

Myślę więc, że ktoś, komu chce się pamiętać taką duperelę bez wątpienia nie zapomni naszym „dyplomatom” ani „ignorancji” ani „niekompetencji” ani „niewiedzy” ani pewnie „złej woli”. Pozostaje mieć nadzieję, że kiedy przypomni im ten dzisiejszy brak wyczucia, zrobi to, gdy będą załatwiać w wielkim świecie jakieś własne a nie nasze sprawy.

Liczyć na to, że tak, jak swego czasu Bartoszewskiemu, i im uda się „kształtować relacje z nową ekipą” nie ma co. Bartoszewski przejechał się na tym wychodząc na amatora więc raczej przykładem najlepszym (wbrew pozie) nie jest.

Nasi „dyplomaci” pamiętać powinni żelazną zasadę prowadzenia wojen. „Przeciwnika należy pokonać ale nie upokorzyć. Pokonany może chcieć odwetu. Upokorzony o niczym innym nie będzie myślał”. Postawić w takiej sytuacji przywódcę największego światowego mocarstwa to… dyplomatyczny Rów Mariański.



* Radek Sikorski ‏@sikorskiradek

Biały Dom przeprosi za oburzający błąd.PM Tusk rano zajmie stanowisko.Szkoda, że doniosłą uroczystość przyćmiła ignorancja i niekompetencja.

https://twitter.com/#!/sikorskiradek

** http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/392461,donald-tusk-od-przyjaciol-oczekujemy-szacunku.html

Czytaj też w : http://www.czytamonline.pl/uzytkownik/artykul/Polityka/rosemann/Glupek-i-dyplomatolki/29101.html

oraz w : http://www.obiektywnie.com.pl/artykuly/glupek-i-dyplomatolki.html

wtorek, 29 maja 2012

„Ruska zaraza” czyli igraszki z diabłem

Od razu zaznaczę, żeby z tytułu nie wyciągać wniosków dotyczących mego stosunku do Rosjan. Rosjan szanuję a jedna Rosjanka była i jest mi do dziś bardzo bliska. Nie lubię rzecz jasna Związku Radzieckiego i tego w co się on zgrabnie przepoczwarzył. Choć przyznam, że mógł przybrać zdecydowanie okropniejszą postać.
Tytułowa „Ruska zaraza” nie odnosi się bezpośrednio do żadnego Rosjanina. Opisuje natomiast stan umysłu niektórych przedstawicieli naszej obecnej władzy. Zanim przejdę do objawów pozwolę sobie zdiagnozować przyczyny przypadłości. U jej źródeł bez wątpienia stoi determinacja i desperacja zarazem. Nie da się ukryć, że zbliżające się „gorące dni” pobudzają w przedstawicielach marzenia i dążenia odniesienia spektakularnego sukcesu. Sukces sportowy jest oczywiście poza ich wpływem choć nie mam wątpliwości, że podepną się pod taką ewentualność wszystkimi swymi czterema rękami. Sukces organizacyjny niestety chyba już zaprzepaszczono. Nie wiadomo czy pod Konotopą czy na peronie Ostrowa Wielkopolskiego ale powiedzieć, że się wszystko udało byłoby bezczelnym kłamstwem. I nie ważne że rzucanym światowo z pokładu helikoptera. Czy tam wiertalota. Ostatnim zatem w czym wpływ na wygraną roi sobie nasze szanowne kierownictwo państwa i partii jest polityczna strona imprezy. Początkowo zdawało się, że będzie to istnym samograjem. Główny przeciwnik podłożył się właściwie sam angażując się w słuszny ale mało z punktu widzenia statystycznego Polaka zrozumiały projekt dyplomatycznego bojkotu mistrzostw sugerując nadto fatalną wizję jego rozszerzenia. Do tego dołączył z charakterystycznym dla siebie bełkotem (choć jakąś tam rację tym razem mając) „człowiek, który zatrzymał Anglię”. Tyle, że zaraz ogłoszony został przez opozycję „Treuga Dei” (odwracając zdecydowanie wcześniejsze złe wrażenie) a „człowiek, który zatrzymał Anglię” też szybko dostał na wstrzymanie.
I tu cierpliwość kierownictwa państwa i partii, pławiącego się przez chwilę w błogim samozadowoleniu, okazała się zbyt słaba na takie kumulacje sygnałów dobra ze strony przeciwników. Zgłupiała i sądzę, że pozostałaby głupia ale i bezczynna aż do dnia finałów gdyby nie pewien szczęśliwy (czy raczej „szczęśliwy”) traf. Informacja o rezygnacji Rosjan z organizowania „strefy kibica” na Torwarze i jej przyczyny nawiązujące do smoleńskiej tragedii. Zbitka słów „Smoleńsk”, „Rosjanie”, „kibice” uruchomiła głębokie procesy myślowe w głowach kierownictwa partii i państwa co zaowocowało znaną prowokacją duetu Mucha/Nowak. Tyle, że chyba niestety dla nich pomysł został z miejsca spalony bo raz, że oponenci już wiedzą że trzeba baaaaaaardzo uważać a ci, którym odgórnie wyznaczono rolę ofiar nie przejęli się i roli nie przyjęli. I na tym można by zakończyć analizowanie „misternej gry mistrzostwami” w wykonaniu naszego najśliczniejszego ministerialnego duetu. Tyle, że niestety to nie koniec. Okazało się, że nieudolne próby manipulacji przybrały kształt zabawy ucznia czarnoksiężnika zakończonej gigantycznym potopem. Zainspirowani „twórczymi” podpowiedziami Muchy i Nowaka Rosjanie postanowili pociągnąć grę już bez udziału tych aktorów, na których tak bardzo kierownictwo państwa i partii liczyło. Okazało się, że możemy mieć mega awanturę w Warszawie tyle, że PiS nie przyłoży do niej nie tylko ręki ale nawet opuszka palca. Że przyczyni się do niej zupełnie kto inny.
Awantura, jeśli rosyjskie plany zostaną wcielone w życie, jest niemal nieunikniona. Jakoś nie wierzę w to, że tryumfalny przemarsz „ruskich szeregów” ulicami naszej stolicy w dniu meczu Polski i Rosji nie wywoła żadnych negatywnych reakcji. To po prostu nie jest możliwe! W takim kontekście sam (przyznaję uczciwie) nie wiem, czy utrzymałbym nerwy na wodzy. A ja przecież jestem oazą spokoju. Przynajmniej w porównaniu z tymi, których reakcji powinniśmy się obawiać najbardziej.
Jeśli tak się stanie, publicznie ośmielę się podważyć nawet nie kompetencje intelektualne ale w ogóle intelekt Muchy i Nowaka. Po prostu nazwę ich skończonymi a nawet atestowanymi durniami. Bo trzeba być naprawdę durniem, by w takiej sytuacji wpakować się w taki kanał. To, mówiąc językiem najbardziej trafiającym do pryncypała naszej „cudownej dwójki”, pana Premiera, jest jak być sam na sam z bramkarzem, wykonać misterny drybling i strzelić… samobója!
Bo kłopoty będą bez względu na obrót rzeczy. Jeśli kolejna gigantka „platformerskiej myśli politycznej”, Pani Hanna puści Rosjan przez Warszawę, stanie się to co przepowiedziałem. I będzie niedobrze. Jeśli pani Hanna Rosjanom odmówi… Cóż… Brzydko będzie bez dwóch zdań. Bo pani Hanna będzie musiała podać powód odmowy. I będzie miała dwie możliwości. Albo przyznać, że Rosjanie to dzicz, która nie daje złudzeń co do przebiegu całej imprezy albo też stwierdzi, że… Polacy to dzicz, która nie daje złudzeń co do przebiegu całej imprezy. Tak czy tak wyjdzie na to, że jakiemuś narodowi ubliży. Pewnie chciałaby wyjaśnić Rosjanom, że ci co ich napadną to oczywiście PiS ale wtedy dopuściłaby się ciężkiego pomówienia. Oczywiście nie mam złudzeń, że to dla niej byłoby betką ale ma chyba u boku jakichś prawników wyczulonych na możliwości miejskiej kasy.
Jednym słowem znów wyszło, że chciejstwo z amputowanym rozsądkiem nie popłaca. Oto z wojny polsko-polskiej, w której zwykli dotąd wygrywać, przedstawiciele kierownictwa państwa i partii przeskoczyli nieświadomie na wojnę polsko- ruską. Niestety to już jest swoista „liga mistrzów”, w której okazują się regularnie przysłowiowymi „kelnerami”.
A swoją drogą przyznam, że sprokurowanie przez władzę oskarżaną jakże niesprawiedliwie [:)))))))] o bieganie na ruskim pasku tryumfalnego marszu Rosjan ulicami Warszawy jest oczywistym MISTRZOSTWEM ŚWIATA i REKORDEM GŁUPOTY. Gdyby ta cecha była palna bylibyśmy na długo samowystarczalni energetycznie! Nie wiem kiedy ostatnio Rosjanie tryumfalnie maszerowali ulicami naszej stolicy. Kiedy by to nie było nie sądzę aby odbywało się to bez poczucia naszego upokorzenia. Za kolejne możemy więc podziękować ekipie Tusk/Mucha/Nowak/Waltz.